Nowy numer 48/2020 Archiwum

Co będzie za dwadzieścia lat?

Za 20 lat jedna trzecia społeczeństwa będzie niedostosowana do społecznego życia. Jedni chorzy, inni nadpobudliwi, a jeszcze inni bez poczucia obowiązku i dyscypliny.

Prowadziłem rekolekcje. Proboszcz zadysponował: Ojciec rekolekcjonista przyjdzie do szkoły. Poszedłem. Ładnie urządzone, duże sale mogłyby pomieścić trzy razy tyle dzieci. Nauczycielka nieco zażenowana. Ręce jej drżą – chora czy co, pomyślałem. Zostałem z dziećmi sam. I ja, stary pedagogiczny wyga, po dziesięciu minutach wysiadłem. Gadają jedno przez drugie – zupełnie jak politycy w telewizji. I tak jak politycy, mówią o wszystkim. Temat padł na wstępie. Potem zaczęło się chodzenie do kosza. Jeden z chłopców nożyczkami obcinał piórka, w które był przystrojony jego długopis. Inny co chwilę trzepał rękami koło głowy. Pomyślałem sobie coś niechlubnego o proboszczu: Mógł powiedzieć, że to szkoła specjalna, zacząłbym inaczej. Dotrwałem do dzwonka. Nauczycielka czekała pod drzwiami. Patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Zapytałem: „Oni zawsze tak?”. Nie spuszczała oczu z moich dłoni. Popatrzyłem i ja na nie. Drżały.

Przy kolacji wrócił temat szkoły. Tak jak wszędzie, i tu liczba dzieci zmalała. Do jednej trzeciej stanu sprzed dziesięciu lat. „Ale liczba dzieci słabych, no wiesz, czasem niesprawnych umysłowo, czasem zaniedbanych, jest ta sama. W niektórych rocznikach większa. Czyli procentowo jest ich trzykrotnie więcej”. I proboszcz zaczął mi po imieniu przedstawiać dzieci z tej klasy. Przerwałem mu: „Nauczycielce drżą dłonie...”. Uśmiechnął się smutno, zamyślił. „Ona nie wytrzyma do wakacji. Urlop dla poratowania zdrowia. Ale co będzie z Polską?”. No tak, za dwadzieścia lat jedna trzecia społeczeństwa będzie niedostosowana do społecznego życia. Jedni chorzy, inni nadpobudliwi, jeszcze inni niedouczeni, a jeszcze inni bez poczucia obowiązku i dyscypliny.

Następnego dnia znowu byłem w szkole. Klasa podobna do tamtej. Ale ja byłem bogatszy o wczorajsze doświadczenia. Zacząłem z groźną miną, ostrym głosem, bez pytania o imiona, tylko nazwiskami z dziennika. Żadnego „dziękuję” za odpowiedź, tylko zwykłe, szkolne, „siadaj, dobrze”, „siadaj, źle”. Źle to ja się czułem. Ale na koniec lekcji przynajmniej mi ręce nie drżały. Co będzie za dwadzieścia lat? Nie, nie ze mną, pewnie nie dożyję, ale ze społeczeństwem, które nam teraz wyrasta. A na dodatek najlepiej przygotowani do życia wyjadą w świat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama