Nowy numer 49/2020 Archiwum

O domniemywaniu zła

Ta szatańska pokusa dręczy ludzi: z góry zakładać, że ktoś jest zły, czy nawet „ludzie w ogóle” są źli, a jeśli już czynią coś dobrego, to koniecznie trzeba ich podejrzewać o niecne intencje.

Po raz pierwszy posłużono się domniemaniem zła już w raju. Oto szatan, pragnąc zwieść niewiastę, wmawia jej, że Bóg jest zazdrosny – nie chce, by Adam i Ewa znali dobro i zło tak jak Bóg (Rdz 3,5). Niewiasta uwierzyła przebiegłemu potwarcy. Skutki tego znamy. Odtąd zawsze już ta szatańska pokusa dręczy ludzi: z góry zakładać, że ktoś jest zły, czy nawet „ludzie w ogóle” są źli, a jeśli już czynią coś dobrego, to koniecznie trzeba ich podejrzewać o niecne intencje.

Od pokus nikt po grzechu pierworodnym nie jest wolny, ale w pojęciu pokusy mieści się też to, że należy jej się oprzeć. Nie mówi się przecież „pokusa do dobrego czynu”, pokusa jest zawsze do złego. Żeby się jednak oprzeć pokusie, trzeba zdawać sobie sprawę, że jesteśmy kuszeni do złego. Niestety, wspomnianą skłonność do domniemania z góry zła rzadko postrzega się jako zło. Niektórzy widzą w tym realizm życiowy, w ich mniemaniu poparty doświadczeniem, inni mają już po prostu taką koncepcję człowieka, jeszcze inni uważają, że człowieka czy jego dobre imię wolno poświęcić „dla sprawy” (częściej: „dla idei” – wszak niedawno pewien, wydawałoby się racjonalny, polityk powiedział, że dla słusznej idei warto płacić jako cenę krzywdę iluś tam osób!). Nieprawda, ani to realizm, ani też nie ma słusznej idei, dla której wolno by wystawiać ludzi na krzywdę, a przede wszystkim zaś domniemywanie zła jest już samo w sobie złem.

I to nie tylko wtedy, gdy wywołuje skutek w zachowaniach, w szczególności w mowie naruszającej czyjeś dobre imię, pomówieniach, dwuznacznych sugestiach. Chrześcijanin przeczy elementarnemu przykazaniu już wtedy, gdy złe myśli o bliźnim hoduje, a w sercu go posądza i osądza. Tradycyjna teologia moralna stała nawet na stanowisku, że złymi, podejrzliwymi myślami narusza się nie tylko miłość bliźniego, lecz także sprawiedliwość: w prawie do dobrego imienia chodzi nie tylko o to, by o drugim dobrze mówić, lecz także dobrze myśleć, bliźni ma to dobre imię mieć u nas – dopóty, dopóki nie nabędziemy pewności, że jest inaczej. Niewątpliwie nie przychodzi to łatwo, pokusa bywa nader natrętna.

A przecież doświadczamy, jakie straty ponosimy wskutek coraz bardziej utrwalającego się nawyku domniemywania zła. Niektóre słowa już generalnie obdarza się negatywnymi przymiotnikami (są tacy, co nie wypowiedzą słowa „prywatyzacja”, nie dodawszy „złodziejska”). Raz po raz i w różnych kontekstach mówi się, że ktoś tam ma udowodnić swoją niewinność – co przecież oznacza cofnięcie się do czasów już nie tylko przedchrześcijańskich, lecz zgoła przedcywilizacyjnych. Bo rzeczywiście, choćby tylko częściowa zgoda na domniemywanie zła doprowadziłaby do całkowitego zdziczenia obyczajów. Nie stwarzajmy przeto wrażenia, jakoby nam nie było do tego daleko.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama