Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dziwię się....

W systemie demokratycznym władza winna ograniczać się, a u nas jak już ktoś się dorwie choćby do skrawka władzy, traci wszelki umiar i poczucie wstydu.

Dziwię się, że świadkowie wezwani przez sejmową komisję śledczą tolerują, by ich obrażano i poniżano. Nie odrzucają absurdalnych, niezwiązanych ze sprawą, obraźliwych pytań, pozwalają na grzebanie w ich życiorysach, wysłuchują kaznodziejskich tyrad... Podczas prac poprzedniej komisji bezczelnie i arogancko zachowywali się świadkowie (słynne „pan jest zerem”), ale przesłuchujący generalnie trzymali fason (z wyjątkiem gdy jeden pan nie mógł się powstrzymać z okazywaniem niechęci drugiemu panu).

Teraz kultura przeniosła się zza stołu przesłuchujących na krzesło świadków, traktowanych zresztą przez komisję jak oskarżeni („dobrych pan ma obrońców”, odezwał się przesłuchujący, który widać nie dostrzega różnicy między świadkiem a oskarżonym, czy co najmniej podejrzanym – zresztą dla większości komisji to chyba wszyscy są podejrzani, taka ich polityka, takie ich wychowanie). Dziwię się potulności świadków, należało zareagować ostro, łącznie z ewentualnym opuszczeniem sali....

Zdumiewająco wypowiadali się eksperci. Wedle nich, to pytający decyduje o zasadności pytania i może pytać się o wszystko, co uważa za stosowne – a świadek ma obowiązek odpowiadać (z wyjątkiem gdyby odpowiedź naraziła jego lub najbliższych na odpowiedzialność karną). Eksperci przytaczali odnośne przepisy i wypowiadali się tak, jakby nie słyszeli pytań. Oczywiście nie do nich należy ocena pytań, ale nie wolno przecież interpretować prawa w konkretnym przypadku w oderwaniu od tego przypadku. Wykracza poza elementarne zasady wykładni prawa biegły, który po oczywiście absurdalnym i niezwiązanym ze sprawą pytaniu twierdzi, że pytający może postawić każde pytanie, a świadek musi odpowiadać.

Czy świadek nie ma prawa do respektowania godności osoby? Czy biegły działa zgodnie z zasadami interpretacji prawa, jeśli w konkretnym przypadku ogranicza się do (zresztą niechlujnej) ustawy, z pominięciem praw nadrzędnych i podstawowych praw człowieka? Czy biegli – przecież pytani – zachowują się profesjonalnie i etycznie, udając, że nie widzą nadużywania władzy? Wyszło na to, że są mający władzę – którzy wiedzą i mogą wszystko – i ci inni, skazani na potulność. Arystotelesa przyprawiałoby to o rozpacz! Co gorsza, nie brak takich, co już dziś straszą, co to będzie się działo, gdy dojdą do władzy. Chyba naprawdę, bo już teraz udowadniają, że umieją niszczyć, a ludźmi poniewierać. Przypomina mi się fragment pieśni „Czerwony sztandar”, który młodzież socjalistyczna z początkiem lat 50. wyśpiewywała przed naszym seminarium: „sędziami wówczas będziem my”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama