Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kalendarz Liturgiczny

2 lutego, poniedziałek
Święto Ofiarowania Pańskiego
Hbr 2,14–18; Ps 24; Łk 2, 22–40, IV tydzień psałterza


Bramy, podnieście swe szczyty, unieście się odwieczne podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały. Kto jest tym Królem chwały? Pan dzielny i potężny, Pan potężny w boju. Ps 24, 7–8

Oto głos wielkiej wiary w moc przychodzącego Boga. Nadchodzi Ten, który zwycięża i prowadzi swe dzieło do końca. Zatem trzeba usunąć lęk. Ten, który przychodzi, nie jest kimś anonimowym, nie jest to ktoś zabierający godność. On nie poniża. Zanim otworzysz przed Nim to, co już wrosło głęboko w ciebie, co stało się odwiecznym murem – zobacz, jak On się przedstawia. Dzielny król chwały. Potężny w boju – w walce o ciebie, w walce, którą sam przegrywasz.

Psalmista się nie boi. Widzi zwycięstwo Króla, dostrzega Jego chwałę i z radością wciąż ponawia wezwanie. Podnieś bramy, aby mógł wkroczyć Król ze swoim dziełem. A Jego walka jest wieloetapowa. Na szeroką skalę. Bóg nie zajmuje się drobnostkami – On potężnym zamachem chce prostować wszystko już u korzeni. Cały proces musi potrwać, więc czasem traci się cierpliwość, nadzieję i pojawiają się pożerające wątpliwości. Ale jeśli zaufa się tej potężnej dłoni Boga, jeśli się wytrwa – wtedy przyjdzie prawdziwa wolność. Bo Pan jest Potężny w boju. I chce zwyciężać.
Pozwól Mu wkroczyć! Stań się tronem Króla chwały.

Myśl na dziś:
Ufaj zawsze swemu Bogu. On nie przegrywa bitew. św. Josemaría Escrivá

3 lutego, wtorek
dzień powszedni
Hbr 12, 1–4; Ps 22; Mk 5, 21–43


Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?” Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: „Nie bój się, wierz tylko”. Mk 5, 35–36

Kiedy czytam ten fragment Ewangelii, przypomina mi się Pieta Michała Anioła. Nie ze względu na sławę autora czy dokładne wykonanie rzeźby. Pieta to przejmujący do głębi obraz klęski. Tak to bowiem wygląda – umarł Chrystus, Pan życia. Koniec. Okazuje się, że i na takie sytuacje jest miejsce w moim życiu. Na przegraną, która dotkliwie boli. Na relacje, których nie mam możliwości odbudować, przeszłość, której nie zmienię. To, czego nie cofnę – błędy z ich konsekwencjami. Na to wszystko jest miejsce w mojej historii. Co więcej, mogę to odnaleźć również w spojrzeniu Boga – i właściwie tylko z Nim mam możliwość przekroczyć klęskę (choć nadal boli) i pójść dalej.

Przełożony synagogi słyszy, że wszystko przepadło, że dalsze starania nie mają sensu. Śmierć zamknęła możliwość uzdrowienia. Wygrała. Ale oto jest przy nim Ktoś większy. Jair jeszcze nie zdążył zareagować, a już interweniuje Jezus. Nie pozwala, aby w sercu człowieka pojawił się lęk, trawiące poczucie bezsilności. Odpowiedzią na klęskę okazuje się wiara.
Nie bój się ogromnej przegranej – ścianę strachu przebij wiarą. Tam stoi Bóg. A On jest Panem życia.

Myśl na dziś:
Gdyby człowiek stanął wobec największych nawet zagrożeń, musi ufać, że Miłość Boża wyprowadzi go z nich. Kard. Stefan Wyszyński

4 lutego, środa
dzień powszedni
Hbr 12, 4–7. 11–15; Ps 103; Mk 6, 1–6


Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo Pan miłuje, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego przyjmuje za syna. Hbr 12, 5b–6 (Prz 3,11–12)

Łatwo jest przywoływać takie słowa, kiedy nie dotyczą nas samych. Pouczać i pocieszać innych, siedząc w fotelu. Gorzej, jeśli dotykają naszej sytuacji i zmagania, które toczy się w sercu. Kiedy brakuje pewności. Jednak te słowa wypływają z doświadczenia. Wspominane sytuacje nie są fikcją, dlatego szybko odnajdujemy podobieństwo postępowania Boga do wychowywania dzieci. Trud na początku odbierany jest jako kara, wyraz gniewu. Jeśli tylko zaufa się Bożemu prowadzeniu, dochodzi się z czasem do prawdziwego wniosku: trud wychowuje. Pozwala porzucić to, co zbędne. Otrzepać z kurzu prawdę o człowieku, odkryć ponownie dobro, które w nim tkwi. Do tego jednak potrzebne są doświadczenia, przedzieranie się przez pozory, na które sobie pozwalamy.

Możemy się gniewać, gdy spadają na nas konsekwencje błędów i grzechu. Bóg mógłby je zabrać i czasem tak czyni, abyśmy nie zostali przyciśnięci do ziemi. Częściej jednak musimy wypić nawarzone piwo. Jeśli wyciągniemy naukę z tego, co nie zostało nam oszczędzone, dotykamy prawdy o nas samych. Ilu większych błędów możemy potem roztropnie uniknąć!
Bóg nas miłuje i dlatego zmusza do wzrostu.

Myśl na dziś:
Pod krzyżem człowiek uczy się miłości, a Bóg obdarza nim tylko dusze Mu najdroższe. Ojciec Pio

5 lutego, czwartek
Wspomnienie św. Agaty, dziewicy i męczennicy
Hbr 12, 18–19. 21–24; Ps 48; Mk 6, 7–13


I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. „Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien”.
Mk 6, 8–9

Wszyscy znamy ten fragment. Podobnie jak słowa Jezusa, by nie troszczyć się o jutro. Znamy doskonale. I co dalej? Dlaczego te wezwania traktuje się metaforycznie albo z przymrużeniem oka? Ewentualnie jako dotyczące wyłącznie kapłanów czy sióstr zakonnych. Mówi się też, że były aktualne tylko w czasach Apostołów. Oburzam się na takie interpretacje. Jezus mówi dzisiaj, mówi do nas. Co z tym zrobimy? Jeżeli faktycznie to On zabezpiecza nasz los, jeśli od Niego wszystko pochodzi, to dlaczego polegamy wyłącznie na swoich działaniach i sprycie?

Nasza droga powinna być prosta. Bóg uczy prostoty i konsekwencji. Mając obrany konkretny cel – idźmy w kierunku jego realizacji. Roztropnie, ale jednak nie dajmy się zepchnąć z głównej drogi przez liczne sprawy do załatwienia. Szkoda niepotrzebnie tracić siły. Bo to przecież On jest pierwszym, któremu zależy na dojściu przez nas do mety. Nie próbujmy zawsze obejmować wszystkiego. Tylko Bóg jest Bogiem.

Myśl na dziś:
We wszystkich rzeczach zachowaj wolność ducha i patrz, dokąd cię On prowadzi. św. Ignacy Loyola

6 lutego, piątek
Wspomnienie św. Pawła Miki i Towarzyszy, męczenników
Hbr 13, 1–8; Ps 27; Mk 6, 14–29


Niech trwa w nas braterska miłość. Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę. Pamiętajcie o uwięzionych, jakbyście byli sami uwięzieni, i o tych, co cierpią, bo i sami jesteście w ciele. Hbr 13, 1–2

Proste i konkretne wyjaśnienie, jak powinna wyglądać braterska miłość. Przede wszystkim otwarcie się na drugiego. Gościnność. Nie tylko otwarte drzwi mieszkania – ale wpuszczenie kogoś do naszego świata. Pozwolić mu, aby też porzucił to co zewnętrzne i pokazał serce. Na początku to faktycznie wiele kosztuje. Dlatego choć życzliwość spotyka się często, to prawdziwie otwartych ludzi znacznie rzadziej.

Trzeba też znaleźć odpowiedni moment na tak szczere działanie. Okazuje się potem, że w drugim człowieku kryje się większe bogactwo niż w nas. Wyciągnęliśmy rękę, ale tak naprawdę to my zostaliśmy obdarowani. Aniołom daliśmy gościnę. Pomoc drugiemu człowiekowi, po której nie spodziewaliśmy się odpłaty ani zysków, owocuje nowym spojrzeniem na siebie i ludzi. Daje też przestrzeń Bożemu działaniu w nas. Gdy odejmujemy innym cierpienia, czy Bóg pozwoli, abyśmy sami byli „uwięzieni”? Bądźmy ludźmi – pozwólmy innym doświadczyć Boga!

Myśl na dziś:
Świętość nie jest luksusem, ale zwykłym obowiązkiem. Bł. Matka Teresa z Kalkuty

7 lutego, sobota
dzień powszedni
Hbr 13, 15–17. 20–21; Ps 23; Mk 6, 30–34


Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.
Mk 6, 34

Jezus płynął na osobne miejsce, żeby odpocząć. To samo zalecił uczniom, nie mieli bowiem nawet czasu na posiłek. Nie czytamy jednak nic o odpoczynku Jezusa. Wysiada z łodzi i choć jest zmęczony, zaczyna nauczać. Jakże więc musiał być poruszony widokiem tłumów. Oto ludzie, których nikt nie prowadzi, zostawieni sami sobie.

Tu znajduje się odpowiedź na pytanie: do kogo iść dzisiaj? Jedyny pewny przyjaciel, ale i wódz, kierownik, szef – Jezus Dobry Pasterz. Kiedy szukamy wsparcia, zarzuca się nam, że chcemy przerzucić odpowiedzialność na innych. Że nie bierzemy spraw w swoje ręce, że nie mamy odwagi ryzykować i podejmować decyzji. Ale w nas od zawsze jest miejsce na dobrą radę. Chcemy, żeby ktoś zobaczył nas w całości, mimo wewnętrznego rozbicia. Aby podpowiedział kierunek dążeń, upewnił o wartości obranych celów. Prowadził prostą ścieżką. Nie jesteśmy porzuceni – zaufajmy głosowi Pasterza. On zna swoje owce.

Myśl na dziś:
Kto znajduje Jezusa, znajduje dobry skarb, owszem dobro ponad wszelkie dobro. Tomasz à Kempis
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama