Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zaplątani we własne sieci

Można się łatwo uzależnić od osoby, która nas akceptuje i wzmacnia tak bardzo, że nie potrafimy żyć bez codziennych pigułek afirmacji

Łowienie ryb i naprawianie sieci to zajęcia mało atrakcyjne. Łatwo przy nich o monotonię i zmęczenie. Czy nie doznajesz osłabiającego przeświadczenia o beznadziejności swego losu i braku satysfakcji? Być może użalasz się nad sobą, na ciężką pracę, która niewiele zmienia nawet w twojej materialnej sytuacji. Ale to tylko pogłębia przygnębienie. Świat może ofiarować jedynie efemeryczną przyjemność, nie potrafi uczynić człowieka szczęśliwym i zachwycająco spełnionym.

Kiedy jest nam ciężko, stajemy się też męczący dla innych, nieustannie opowiadając o swych porażkach i utracie nadziei. Narzekanie to najczęstszy temat rozmów. Podejrzewam, że narzekamy po to, by wzbudzić podziw innych. „Popatrzcie, jak ja cierpię, podziwiajcie mnie!” – zdajemy się mówić. Większość ludzi ma problemy z miłowaniem kogokolwiek, nawet siebie, z depresją, emocjonalnym niezaspokojeniem, nałogami, poczuciem winy, zaniżaniem swojej wartości. Nieustannie naprawiają jakieś sieci, ale ciągle powstają nowe dziury i przedarcia, które trzeba naprawiać. Usiłują złowić w świecie coś dla siebie, ale efekty są mizerne. Same płotki. Rozglądają się za kimś, kto by im wskazał nową drogę, podarował nadzieję, choćby złudną. Dlatego różni uzdrowiciele, wróżki, guru, sekciarscy mesjasze, demaskujący obłudę zawsze nie swoją, politycy mają wokół siebie zachwycone ławice wyznawców. Oblężeni są lekarze, psychiatrzy, kapłani. Jakie to kłopotliwe, gdy setki ludzi uwiesza się na ramieniu jednego człowieka z inklinacją do uciekania od odpowiedzialności za samodzielne kroczenie po ścieżkach egzystencji. Można się łatwo uzależnić od osoby, która nas akceptuje i wzmacnia tak bardzo, że w końcu nie potrafimy żyć bez codziennych pigułek afirmacji.

Pewien lekarz opowiadał, że większość pacjentów odwiedza go nie z powodu chorób, ale z powodu zatroskania, jakiego oczekują od niego. Kto z ludzi ma siłę wysłuchiwać godzinami użalania się innych? Kto może wskazać nadzieję na sens życia i podeprzeć ją niezmęczonym ramieniem? Czy istnieje ktoś, kto potrafi nas wyzwolić od zaplątania się we własne sieci smutku, beznadziei, bezsensu, niepewności, lęku i chronicznego poprawiania i zaszywania dziur grzechów, które tak trudno na nowo uczynić siecią sumienia o sensownych kombinacjach? Jest tylko jedna osoba, której obietnica na pewno jest wiarygodna. Jezus. Dzięki Jego słowom czterech uczniów wyrwało się z poplątanego losu i odnalazło zupełnie nowy cel dla siebie. Już nie chwytali się czegokolwiek, ale dali się pochwycić zachwyceniu Bogiem uczłowieczonym. Zostali zaproszeni do łowienia ludzkich dusz z ciemnych przepaści grzechu i rozpaczy. Ale nie dla siebie, lecz dla Niego. Mam sens: zachwycić kogoś, kogo spotkam, Bogiem, nie sobą.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama