Nowy numer 48/2020 Archiwum

Najmniejsi

Kiedy pokocham swoją nędzną stronę, pokocham w sobie samym Jezusa. A od tego tylko krok do zauważenia w innych potrzebujących pomocy.

Kto jest najmniejszym bratem dla mnie? Zapewne ten, na którego patrzę z góry, odczuwając wyższość lub przewagę. Najmniejsi i ubodzy, nadzy i spragnieni, uwięzieni i zgłodniali istnieją na świecie nie dlatego, że Bóg nie chce im pomóc, ale dlatego, że Bóg chce bogatym i wielkim, najedzonym i wolnym dać szansę na zbawienie. Tyle że zwykle ci, którym jest dobrze na tym świecie, nie widzą swej szansy na zbawienie w pomaganiu najmniejszym.

Czy w naszych czasach są takie osoby, jak na przykład św. Elżbieta Węgierska? Zrezygnowała z przepychu feudalnych dworów, by mieszkać w zatęchłym szpitaliku . Okazywała pomoc ludziom, którzy mogli budzić wstręt i pogardę. Żeby tak służyć, trzeba mieć władzę służby. To właśnie w Kościele powinniśmy się spodziewać takich postaw. Biskup z Arras, Huyghe, w 1963 roku wyznał: „Jako księża powinniśmy zadać sobie pytanie na przykład o wystrój naszych kościołów. Św. Jan Chryzostom parokrotnie sprzedał święte naczynia, aby wesprzeć ubogich. Nie chodzi o dosłowne naśladownictwo, lecz nie powinniśmy pochopnie twierdzić, że dla chwały Bożej nie ma nic nazbyt kosztownego czy pięknego, podczas gdy dwie trzecie ludzi umiera z głodu”. Poznałem kapłana, który miał tylko jedną parę butów i pewnego dnia zdjął ją przed kościołem i oddał komuś, kto przyszedł w skarpetach.

Na szczęście są tacy kapłani i oczywiście nie zapraszają reporterów, aby dokumentować medialnie swoje miłosierdzie. Możemy udzielać tylko z tego, co posiadamy. Jeśli czas to pieniądz, to właśnie czas jest pierwszą walutą miłosierdzia. Nawet jeśli nie mamy pieniędzy, by wspomagać ubogich, zawsze mamy trochę czasu, z którego możemy udzielić bezcenną jałmużnę wysłuchania, pocieszenia, wsparcia, modlitwy albo przyjęcia wyznania. Niewątpliwie okazywać miłosierdzie, to nie ulegać czyimś roszczeniom do adorowania ich egoizmu, nawet jeśli jest on biednym egoizmem. Święta Mechtylda była kiedyś kuszona przez demona, który przybrał postać zranionego nędzarza, domagając się kategorycznie zajęcia się nim. Powiedziała mu, że Bóg nie kazał jej go uzdrowić. Miłosierdzie potrzebuje rozsądku. Max Scheler w eseju o miłości i poznaniu trafnie stwierdził, że miłość powinna otwierać oczy, a nie zaślepiać człowieka.

Myśląc o tych najmniejszych, w których Pan ukrywa swoją obecność, chyba powinniśmy też pomyśleć o samym sobie. Potrafimy nieraz patrzeć na siebie z pogardą. Któż ma odwagę dostrzec w sobie kogoś, kto jest uwięziony, zniewolony, spragniony miłości, zgłodniały afirmacji, wyobcowany w lęku, obnażony prawdą o grzechu, chory w uczuciach? Kiedy pokocham nędzną stronę mojej własnej osoby, pokocham w sobie samym Jezusa. A od tego tylko krok do zauważenia w innych potrzebujących pomocy, a jeszcze mniejszy do jej udzielenia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama