Nowy numer 6/2023 Archiwum

Kłopoty „rosyjskiego NATO”

Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym – stworzona przez Rosję jako narzędzie kontroli nad obszarem postsowieckim – ulega dezintegracji.

Szczyt OUBZ, który odbył się 23 listopada w stolicy Armenii Erywaniu, stanowił dla Władimira Putina kontynuację serii uszczypliwych gestów, z którymi spotyka się on w ostatnich miesiącach w krajach byłego ZSRR. Po spóźnieniu się prezydenta Kirgistanu na spotkanie z głową Federacji Rosyjskiej czy publicznej krytyce wystosowanej w jego stronę ze strony prezydenta Tadżykistanu tym razem na lekceważenie pozwolił sobie premier Armenii Nikol Paszinian. Na szczycie, którego był gospodarzem, odmówił podpisania deklaracji Rady Bezpieczeństwa OUBZ. Kamery uchwyciły wówczas zdenerwowanie Putina, który rzucił piórem, i Łukaszenki, bezradnie rozkładającego ręce.

Fiasko szczytu w Erywaniu stanowi poważne wyzwanie dla Moskwy. Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, czyli rosyjska alternatywa dla NATO, od momentu inwazji na Ukrainę znajduje się w kryzysie, gdyż Moskwa przestała wywiązywać się z sojuszniczych zobowiązań wobec członków tej organizacji. Armenia była pierwszym krajem, który wyraził niezadowolenie w tak otwarty sposób.

Bezwartościowy sojusz

Jeszcze na początku 2022 roku wydawało się, że OUBZ (zrzeszające obecnie Rosję, Białoruś, Armenię, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan) jest sprawnym narzędziem dominacji Rosji na terenie byłego ZSRR. W styczniu po wybuchu antyrządowych protestów w Kazachstanie o pomoc ze strony sojuszu zwrócił się kazachski prezydent Kasym-Żomart Tokajew. Siły interwencyjne szybko dotarły na miejsce i zdławiły rebelię. Wszystko zmieniło się po inwazji na Ukrainę. Rosyjskie wojsko, uwikłane w przedłużający się konflikt, nie jest w stanie prowadzać równoczesnych operacji w innych krajach. Stąd bierność Rosji wobec kryzysów, które w tym roku dotknęły państwa należące do OUBZ. We wrześniu doszło do kilkudniowych krwawych starć na granicy Kirgistanu i Tadżykistanu. Kirgizi uważają się za ofiary napaści i uznali rosyjskie wysiłki na rzecz ustabilizowania sytuacji za niewystarczające. W rezultacie w ostatniej chwili wycofali się z udziału w odbywających się w październiku w Kazachstanie ćwiczeń OUBZ.

Kazachowie też odnoszą się do „rosyjskiego NATO” z coraz większą rezerwą. Po zachowaniu neutralności wobec wojny na Ukrainie i publicznej odmowie uznania niepodległości republik donieckiej i ługańskiej przez prezydenta Tokajewa Władimir Putin odnosi się do niego z ostentacyjnym lekceważeniem. Objawia się to notorycznym przekręcaniem nazwiska kazachskiej głowy państwa. Z kolei rosyjscy propagandyści w codziennych seansach nienawiści w państwowej telewizji straszą, że Kazachstan będzie następnym celem „denazyfikacji” przeprowadzanej przez rosyjską armię.

Osamotniona Armenia

Największe rozczarowanie biernością Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym panuje w Armenii, która w ciągu ostatnich trzech lat parokrotnie zwracała się z prośbą o interwencję, odwołując się do artykułu 3. traktatu o OUBZ. Zgodnie z nim celem istnienia sojuszu jest „zapewnienie obrony niepodległości, integralności terytorialnej i suwerenności państw członkowskich”. Przyczyną wezwań o pomoc ze strony Armenii jest konflikt z Azerbejdżanem. Względna równowaga sił panująca od zawieszenia broni w 1994 roku zakończyła się we wrześniu 2020 roku. Wtedy to znacznie dozbrojona przez Rosję i Turcję azerska armia przełamała ormiańskie linie obrony i zajęła część Górskiego Karabachu. Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym nie interweniowała, tłumacząc się, że formalnie jest to konflikt na terenie Azerbejdżanu. Górski Karabach nie jest uznawany na arenie międzynarodowej przez żadne państwo. Ostatecznie Rosja wysłała swoje siły pokojowe, nie zapobiegły one jednak kolejnym starciom. Putin nie ma interesu w doprowadzeniu do pokoju, gdyż oznaczałoby to ograniczenie możliwości mieszania się w sprawy dwóch skonfliktowanych państw.

We wrześniu 2022 roku doszło do ponownych starć. Po raz pierwszy azerskie wojska atakowały tereny już nie Górskiego Karabachu, lecz samej Armenii, zwłaszcza kluczową prowincję Sjunik. To jedyne armeńskie połączenie lądowe z Iranem i terytorium oddzielające Azerbejdżan od należącej do tego państwa prowincji Nachiczewań. Erywań ponownie zwrócił się o pomoc do OUBZ, jednak nie doczekał się wsparcia. Aleksander Łukaszenka stwierdził nawet, że azerski prezydent Ilham Alijew to „jego człowiek”. Alijew, pewny poparcia Turcji oraz życzliwości Rosji i Białorusi, wyraził się, że jego kraj „ma więcej przyjaciół w OUBZ niż Armenia”.

Wobec braku korzyści z członkostwa w „rosyjskim NATO” rośnie presja społeczna na Nikola Pasziniana, by wycofać się z tego sojuszu. Organizowany przez Armenię szczyt OUBZ posłużył więc premierowi do ostrej krytyki działania organizacji: „To przygnębiające, że członkowstwo Armenii w OUBZ nie odstrasza Azerbejdżanu od agresji […], poważnie szkodzi to wizerunkowi OUBZ”. Paszinian wpisał to również w szerszy kontekst: „Rosjanie wciąż mają sowiecki sposób traktowania mniejszych partnerów, którzy przecież są suwerennymi krajami”.

Dyplomatyczne alternatywy

Armenia to mały śródlądowy kraj, z dwóch stron sąsiadujący z wrogami, czyli Turcją i Azerbejdżanem. Premier Paszinian ma ograniczone pole manewru do wyrażania rozczarowania postawą Rosji, która kontroluje kluczowe sektory armeńskiej gospodarki i ma tam swoją bazę wojskową. Pewne kroki na rzecz szukania dyplomatycznych alternatyw zostały jednak poczynione. Spotkały się one z aktywną odpowiedzią Zachodu, niezrażonego tym, że Armenia już raz się od niego odwróciła. W 2013 władze w Erywaniu pod presją Putina w ostatniej chwili wycofały się z umowy stowarzyszeniowej z UE.

Wobec niechęci Rosji do trwałego zakończenia konfliktu o Karabach Armenia poprosiła o pomoc w negocjacjach Unię Europejską. Od zakończenia wojny w 2020 Paszinian spotykał się z Alijewem siedmiokrotnie, pięć razy na terenie UE i tylko dwa razy w Rosji. Azerski prezydent przyjął ofertę mediacji, stwierdzając: „Unia Europejska to uczciwy pośrednik, Bruksela jest teraz moim głównym celem podróży”. Po stronie unijnej koordynatorami rozmów są Charles Michel i Emmanuel Macron. Dialog ze wsparciem UE można uznać za owocny. W kwietniu 2022 roku ruszyły prace komisji demarkacyjnych. W październiku na granicy azersko-armeńskiej zaczęła działalność unijna misja obserwacyjna. Kieruje nią polski dyplomata Marek Szczygieł (były ambasador RP w Rumunii, wcześniej szef unijnej misji obserwacyjnej w Gruzji).

Na zaniedbywany przez Rosję teren śmielej wkroczyły też Stany Zjednoczone. We wrześniu wizytę w Armenii złożyła Nancy Pelosi – przewodnicząca Izby Reprezentantów USA. To najwyższy rangą amerykański polityk, który kiedykolwiek odwiedził ten kraj. Wizyta spotkała się z ogromnym zainteresowaniem społecznym. Pelosi jednoznacznie poparła Armenię, mówiąc: „Walki zostały zainicjowane przez Azerbejdżan […] jesteśmy z czasie walki między demokracją a autokracją”.

W tym samym czasie Paszinian zacieśnia też relacje z Iranem. Brzmi to nielogicznie z zachodniego punktu widzenia, natomiast jest to zgodne z armeńską racją stanu. Iran to jeden z dwóch krajów, z którym Armenia ma otwartą granicę. Teheran wyraża sprzeciw wobec dalszego osłabiania sąsiada. W odpowiedzi na ostatnią ofensywę Azerów we wrześniu 2022 roku Iran przeprowadził ćwiczenia wojskowe niedaleko granicy z Azerbejdżanem, a w stolicy newralgicznej prowincji Sjunik otworzył swój konsulat. Podczas spotkania 1 listopada między premierem Paszinianem a irańskim prezydentem Raisim zadeklarowano rozwój współpracy gospodarczej, zwłaszcza energetycznej. Jest ona dla Armenii korzystniejsza niż współpraca z Rosją. Moskwie za gaz trzeba płacić gotówką, a interes z Teheranem odbywa się na zasadzie barteru – Iran eksportuje gaz, a w zamian otrzymuje energię z armeńskich elektrowni.

Coraz więcej ekspertów do spraw wschodnich (między innymi Wojciech Górecki z Ośrodka Studiów Wschodnich) wyraża opinię, że fiasko szczytu OUBZ i postępujący rozpad tego sojuszu jest dowodem na powolny, acz nieuchronny proces kurczenia się wpływów Rosji na obszarze byłego ZSRR. Moskwa jest coraz mniej atrakcyjnym partnerem pod względem wojskowym i ekonomicznym, a przy tym nieprzewidywalnym i pozbawionym wiarygodności w kwestiach politycznych. Należy jednak podkreślić, że nie będzie to raczej tak gwałtowny proces jak rozpad ZSRR. Relacje Rosji z byłymi sowieckimi republikami (poza Ukrainą i państwami bałtyckimi) są zbyt złożone, by mogły zostać nagle przerwane.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy