Nowy numer 5/2023 Archiwum

Willa Palace – nowa odsłona

W decydującą fazę wchodzą prace przy renowacji Willi Palace w Zakopanem. – Muzeum to nie miejsce opowiadania legend, lecz mówienia prawdy – mówi Michał Murzyn, dyrektor Muzeum Tatrzańskiego.

Zakopiańska willa była miejscem kaźni tysięcy osób. O jej zachowanie i traktowanie z należytym szacunkiem walczono przez całe dziesięciolecia. Teraz stanie się ona wyjątkowym miejscem na mapie nie tylko Podhala, ale i całej Polski. Będzie muzeum przywracającym pamięć o bohaterach.

Trudna historia

O historii Willi Palace przy ul. Chałubińskiego pisaliśmy już w „Gościu Niedzielnym”. W skrócie warto jednak przypomnieć: szacuje się, że w ciągu wojny przebywało w tym budynku ponad 2 tys. osób, a przynajmniej setka spośród nich straciła życie. Willa Palace stanowiła „bramę”: po przesłuchaniach wywożono zatrzymanych albo do więzień w Krakowie lub Tarnowie, albo do obozów koncentracyjnych. Willa Palace była miejscem, gdzie swą męczeńską drogę rozpoczęli bł. ks. Piotr Dańkowski czy bł. s. Klemensa Staszewska OSU.

Zakopane było w czasie wojny miastem zamkniętym, bardzo mocno strzeżonym. Niemcy traktowali je jako klucz do panowania nad regionem. W mieście i okolicach działała konspiracja. Dzięki odważnym góralom udało się stworzyć sieć kurierską na linii Warszawa–Budapeszt, zapewniającą łączność pomiędzy rządem emigracyjnym a ruchem oporu w kraju. Tatry stanowiły ważną część drogi do Budapesztu. Jednak by ją przebyć, potrzebne były umiejętności kurierów, takich jak słynny Stanisław Marusarz czy jego siostra Helena.

Członkowie polskiego podziemia przesłuchiwani byli na piętrach przejętej przez Niemców willi. Przetrzymywano ich w nieludzkich warunkach w piwnicach gmachu. Na ścianach cel niektórzy z nich wyskrobali wstrząsające napisy (zob. „Lamentacja twardej Heleny” – GN 33/2020). Wiele z nich istniało jeszcze kilkadziesiąt lat po wojnie, do momentu, gdy prywatny właściciel na początku XXI wieku zniszczył je przy okazji remontu.

Po latach sporów dotyczących własności budynek jest wreszcie traktowany z należnym szacunkiem jako milczący świadek polskiej historii. Dzięki ogromnemu wysiłkowi dziesiątek osób, instytucji, a także postawie władz Zakopanego, Marszałka Województwa Małopolskiego i polskiego rządu willę udało się wykupić. Obecne prace remontowe mają potrwać do końca 2023 roku.

Długo czekaliśmy…

Willa Palace ma być filią Muzeum Tatrzańskiego. – Początkowo planowaliśmy otwarcie w czerwcu 2023 roku – mówi M. Murzyn. – Jednak najpierw pandemia, a potem wojna za wschodnią granicą pokrzyżowały nam plany. Jednak do końca przyszłego roku uda się otworzyć muzeum – dodaje.

Powstająca placówka ma być osadzona w realiach regionu. – Chcemy, by powstał pomnik pamięci osób, które tu doświadczyły wielkich dramatów. Będziemy pokazywać bohaterów, którzy przebywali w Palace. To ludzie z bardzo dużego obszaru: od Szczawnicy po Rabkę, przez okupowany wówczas przez Słowację Spisz, aż do Orawy. Rzecz jasna Podhale ma tu zająć miejsce szczególne. Pokażemy, na czym polegała walka z okupantem na terenie Podtatrza. Chcemy też, by Palace stało się miejscem rozmów o historii i spotkania z nią. Będzie tu można wysłuchać konferencje, obejrzeć film. Znajdzie się też u nas miejsce na działania stowarzyszeń, które dbają o pamięć historyczną – tłumaczy dyrektor.

Szukają pamiątek

Obecnie żyje najprawdopodobniej jeszcze tylko jeden mężczyzna, który jako mały chłopiec był więziony w Palace. – Niestety nie ma już z nim łatwego kontaktu i trudno o pozyskanie informacji – opowiada M. Murzyn. – Oczywiście, mamy wiele świadectw, opowieści i historii o tym miejscu, które pozostawili nam nieżyjący już bohaterowie. Może jednak poza naszym regionem żyje ktoś, o kim nie wiemy, a kto mógłby nam coś o Palace opowiedzieć? A może rodziny zmarłych dysponują historiami bądź pamiątkami związanymi z tym miejscem? Staramy się docierać do choćby śladów pamięci związanych z willą. To wszystko jest dla nas cenne.

Mieszkający w rejonie Podtatrza spadkobiercy wojennych bohaterów energicznie angażują się w powstawanie muzeum. Przykładem jest wieloletnia walka o to miejsce i wszechstronne wsparcie działań muzealników przez dr Lucynę Galicę-Jurecką – córkę kuriera tatrzańskiego Wincentego Galicy (o jej działalności pisaliśmy m.in. w tekście pt. „Testament Tatusia” – GN 40/2020). Rodziny cały czas przynoszą muzealnikom pamiątki po rodzicach czy dziadkach, najczęściej dokumenty i zdjęcia.

– Mamy też trochę innych eksponatów, chociażby kajdanki, którymi był skuty Włodzimierz Szyc ps. Biegacz. Wsławił się on brawurową ucieczką z Palace, właśnie z tymi kajdankami na rękach – mówi dyrektor. – Posiadamy też m.in. lustro z niemieckimi oznaczeniami, najprawdopodobniej pochodzące z willi. Liczymy na to, że pozyskamy kolejne takie pamiątki. Działamy wspólnie z dziesiątkami ludzi dobrej woli. To ludzie tworzą historię i ludzie wspominają, przekazują wiedzę i emocje. Dobre muzeum ma zawsze wymiar ludzki i chcemy, by nasze takie było. Będziemy też digitalizować zbiory, zachowywać dla przyszłych pokoleń – tłumaczy dyrektor placówki.

Potrzebna prawda

Podhale to region wbrew pozorom niezbyt dobrze znany. Do pamięci społecznej wdarło się o nim wiele przekłamań, półprawd czy wręcz niemieckiej lub komunistycznej propagandy. Chodzi tu chociażby o tzw. góralską zdradę, Goralenvolk. Jest ona faktem, jednak skala zjawiska była dużo mniejsza niż skala działania patriotów z tego regionu.

– Góral jest symbolem kultury polskiej, a także symbolem wolności. Dlatego okupant starał się zawłaszczyć góralszczyznę. W muzeum opowiemy, rzecz jasna, także o Goralenvolku, jednak w sposób rzetelny i odarty z mitów. Zjawisko to jest obrośnięte złymi legendami, lecz muzeum to nie miejsce legend, tylko pokazywania prawdy – tłumaczy dyr. Murzyn. – Przede wszystkim chcemy mówić o patriotach, by przywrócić właściwe proporcje tym dwóm postawom obecnym wówczas na Podhalu. Muzealnicy zapowiadają, że przy budowie placówki starają się ocalić maksymalnie dużo z oryginalnych wnętrz piwnic willi. Cele nie będą odtwarzane, staną się swego rodzaju relikwiami w budynku. To dobrze, bo mówimy o miejscu, gdzie ginęli ludzie. Próby ich sztucznego odtworzenia mogłyby otrzeć się o kicz i profanację.

– Jesteśmy na etapie kończenia scenariusza. Pracujemy nad warstwą merytoryczną i aranżacją całości. Nad wszystkim czuwają konserwatorzy z ASP, specjaliści z Muzeum Auschwitz i wielu innych – mówi dyrektor. – Odtwarzamy budynek, bazując na zeznaniach świadków, a także rzutach przedwojennych. Niestety, ikonografii w zasadzie nie ma.

Bronisław Chowaniec-Lejczyk, członek rady naukowej przy muzeum i prezes Związku Podhalan oddział Poronin mówi, że obecny kierunek prac jest właściwy. – Pomysł i realizacja są sensowne. Mam nadzieję, że ekspozycja, zrozumiała dla miejscowych, będzie zrozumiała także dla osób z całej Polski oraz z zagranicy. Dlatego uważam, że lokalne wydarzenia powinny być pokazane i w szerszym ujęciu.

Doktor Lucyna Galica-Jurecka przypomina, że przez 70 lat jej ojciec, ale i wielu innych więźniów, a po wojnie społeczników, jak chociażby inż. Marian Polaczyk czy Władysław Szepelak, walczyli o pamięć o katowni Podhala. – Obecnie my, członkowie Stowarzyszenia Muzeum Walki i Męczeństwa „Palace” – Katownia Podhala, współpracujemy z dyrekcją Muzeum Tatrzańskiego i szukamy osób, które walczyły o Polskę z niemieckim najeźdźcą podczas II wojny światowej. Opracowujemy życiorysy tych osób, nagrywamy filmy i wspomnienia rodzin. Powstaje muzeum, w którym upamiętnimy wszystkich walczących z okupantem z terenu dystryktu gestapo zakopiańskiego, czyli dawnego powiatu nowotarskiego. Pamiętać o tych ludziach jest naszym obowiązkiem!•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy