Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Wyznanie wiary bez wiary

Cierpienie i śmierć nie omijają nikogo, nawet Boga.

Można recytować Credo, rozmijając się z Bogiem. Smutek, pretensje, gorycz, rozczarowanie, zapatrzenie w siebie skutecznie przesłaniają prawdę, zniekształcają poznanie, zamykają oczy na obecność Boga. Tak było z uczniami idącymi do Emaus. Tak wiele spodziewali się po Chrystusie, postawili na Niego, zainwestowali. I co? I nic. Wszystko się skończyło. Kiedy tajemniczy Wędrowiec pyta, o co im chodzi, smutni panowie wypowiadają teologicznie poprawną opowieść o Jezusie: „Był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu, arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali.

A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela… Co więcej, niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: Były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje”. To prawie dosłownie te same słowa, które wypowiada Piotr, głosząc Dobrą Nowinę. Uczniowie z Emaus wygłaszają wyznanie wiary, tyle że bez wiary. Nie widzą w tym wszystkim działania Boga, ich serca pozostają zimne.

Zastanawiam się, czy nie jest to często i nasz przypadek. Można znać prawdy wiary, a nawet studiować teologię, ale sam rozum nie wystarcza. Wiara potrzebuje serca. „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”. Kiedy serce pozostaje zimne, nienawrócone, skoncentrowane na sobie, wtedy można być świadkiem największego cudu i powiedzieć sobie: „to przypadek”, „nic wielkiego”. Kogo właściwie opłakiwali uczniowie z Emaus? Jezusa? Czy raczej własne zawiedzione nadzieje?

Jezus przybliża się, zrównuje krok, pozwala się wypowiedzieć smutkowi, słucha wyznania zawiedzionej wiary. I dopiero wtedy, kiedy uczniowie wyrzucą z siebie żal, zaczyna im tłumaczyć. Panowie, przecież w tej historii chodzi o Mnie. To Mnie ukrzyżowano. Ale tak miało się stać. Cierpienie i śmierć nie omija-ją nikogo, nawet Boga. Za bardzo jesteście przywiązani do własnej wizji potężnego Boga. Tymczasem miłość działa przez bezbronność. Jest gotowa na wszystko, nawet na śmierć. I właśnie dlatego jest większa od śmierci. Ta historia powtarza się w naszym życiu.

Cierpienie zamyka nam nieraz oczy na Boga, podcina wiarę, dobija nadzieję. Wołamy wtedy z pretensją do Boga: „Jesteś chyba jedyny, który nie wie, co się stało. Gdzie byłeś?”. Jezus nie ma o to do nas pretensji. Wie, jak działa ból. On wyrównuje krok, idzie z nami drogą naszych zawiedzionych nadziei. I wciąż przekonuje: w każdym ludzkim krzyżu, w twoim krzyżu, chodzi o Mnie. To Mnie zabito. Jestem w samym środku każdego ludzkiego bólu i dlatego możesz Mi zaufać. Czy nasze serca się obudzą? Czy zapłoną? Czy Go rozpoznamy?

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji