Nowy numer 48/2020 Archiwum

Musimy bo chcemy

Myśl wyrachowana: Gdzie Bóg przestaje być prawem, tam prawo staje się bogiem.

Heinrich Himmler przyglądał się żydowskiemu chłopcu o jasnych włosach. – Czy któreś z twoich rodziców było aryjczykiem? – zapytał.
– Nie – odpowiedział chłopak.
– A może któryś z dziadków?
– Nie.
– W takim razie nic nie mogę dla ciebie zrobić.

Ta scena, opisana przez jednego z oficerów towarzyszących szefowi SS, przyszła mi na myśl, gdy czytałem wypowiedź doktora honoris causa Baracka Obamy. Miłujący pokój (wieczny) dla najmłodszych dzieci prezydent USA został uhonorowany przez katolicki (!) uniwersytet Notre Dame. Dziękując za to solidnie niezasłużone wyróżnienie, prezydent Obama prosił, żeby nie demonizować zwolenników aborcji, bla bla bla. Zapewnił, że dąży do ograniczenia aborcji, ple ple ple. Zwierzył się, że dla niego aborcja też jest złem, tylko że – uwaga! – koniecznym. Biedny, bezradny prezydent. Ten, który trzęsie polityką całego globu, stoi w majestacie swej władzy przed bezbronnym maleństwem i mówi: „nic nie mogę dla ciebie zrobić”. No bo nie może i już. Ktoś urwie dziecku rączki, nóżki, ukręci głowę, poczęstuje roztworem soli – no trudno, taka konieczność. A dlaczego to konieczność? Dlatego, że takie jest prawo. A „prawo trzeba szanować” (Heinrich Himmler).

Tak to działa. Gdzie tworzy się zbrodnicze prawo, tam zbrodnia staje się „koniecznością”. To jest taka konieczność, że nawet w kryzysie Obama musiał przeznaczyć miliard dolarów na starania o legalizację aborcji poza USA – w tym w Polsce. Jakie to musi być trudne dla kogoś, kto „dąży do ograniczenia aborcji”. Ale prezydent musiał to zrobić. Co z tego, że sam to prawo wprowadził, odwołując obowiązujący dotąd zakaz finansowania aborcji poza Stanami. Przecież on chce, żeby na świecie było mniej głodnych dzieci. Ciekawe, dlaczego taki Obama i jemu podobni aż tak bezczelnie pokazują, że uważają nas za gorszych i głupszych? Bo o czym, jak nie o pogardzie dla nas i dla naszych zasad świadczy dotowanie istniejących u nas organizacji proaborcyjnych? Dlaczego tam, gdzie jeszcze względnie szanuje się ludzkie życie wysyła się statki aborcyjne?

Czemu na młodzież tych krajów nasyła się bandy aborcyjnych agitatorów, mieniących się edukatorami seksualnymi? A kara za „brak instytucji odwoławczej od decyzji lekarskiej”, jaką obciążył Polskę Trybunał w Strasburgu w związku ze sprawą Alicji Tysiąc, to co to jest? To my mamy powołać instytucję odwoławczą od tego, czy wolno człowieka zabić lub pozostawić go przy życiu? Taka instytucja odwoławcza to już kiedyś była – na rampie w Auschwitz. Jak dobry pieniądz jest wypierany przez zły, tak złe prawo wypiera dobre. Dlatego choćby we własnym interesie nie możemy się na to godzić. Bo jeśli świat zaleje moneta fałszywej moralności, wszyscy pójdą z torbami tam, skąd się nie wraca – choć wrócić piekielnie by chcieli.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także