Nowy numer 49/2020 Archiwum

Usuwanie ciał

Myśl wyrachowana: Prosić o śmierć wolno, ale nie wolno tej prośby przyjmować.

Dziecko państwa Knauser urodziło się ślepe, bez nogi i ciężko upośledzone umysłowo. Rodzice patrzyli z rozpaczą na maleństwo. Cierpieli razem z dzieckiem. Kochali je, ale nie chcieli jego cierpienia. Umieraj! – błagali każdej nocy.

Dobra. Nie wiem, czy tak mówili. Ale mniej więcej tak mówi matka, która domaga się eutanazji swojego leżącego w śpiączce od 24 lat syna. „Umieraj, Krzysiu” – prosi syna nocami. „To jest tylko ciało mojego Krzysztofa, nie on sam” – powiedziała „Dziennikowi”. A zaraz potem: „on teraz strasznie cierpi”. To niezbyt logiczne, bo skoro to tylko ciało Krzysztofa, to sam Krzysztof nie cierpi. Ale nie musi być logicznie. Ktoś wykorzystał dramat kobiety, żeby rozpocząć „debatę o eutanazji”. Znowu słyszę z telewizora, ile też procent Polaków popiera skracanie bliźnim życia, a ilu nie.

W takim razie wróćmy do państwa Knauser. Ojciec dziecka, pan Knauser – czujemy z nim solidarność, prawda? – wysłał list z prośbą o „usunięcie” dziecka. No bo co takie upośledzone dziecko może rozumieć. To praktycznie tylko ciało.

Aha, nie napisałem, do kogo on wysłał ten list. Do Fuehrera napisał. Tak, do Adolfa Hitlera. Bo to było w Niemczech na początku roku 1939.

Pffff… uszło współczucie. Już się nie solidaryzujemy z panem Knauserem, co?

My byśmy tak nie zrobili, bo wiemy, że Hitler był zły. Ale Knauser tego nie wiedział! Hitler był wtedy bożyszczem. Kto w Niemczech miał problem, pisał do niego, jak dziś pisze się do Strasburga. Oczywiście prawie żaden list do adresata nie docierał, ale akurat ten został uznany za godny tego zaszczytu. Sam szef Kancelarii Fuehrera zaniósł go Hitlerowi. Ten przeczytał i „pochylił się” nad dolą państwa Knauserów. Polecił swojemu lekarzowi, doktorowi Karlowi Brandtowi, żeby zbadał dziecko, a jeśli jego stan okaże się zgodny z opisanym – zabił je.

Od tego przypadku zaczęła się w Trzeciej Rzeszy praktyka zabijania (zgodnie z procedurami!) dzieci upośledzonych. „Zabijania”, bo naziści zabijali. My dziś tylko ułatwiamy godną śmierć. My dziś skracamy cierpienie. My dziś…

Nie, nie. My dziś jesteśmy jeszcze większymi hipokrytami niż naziści. Oni przynajmniej nie używali łzawej motywacji do wszawej roboty. Nie ględzili o dobru, jakie świadczą swoim ofiarom. Nieużyteczni? No to raus, bo przeszkadzają.

Natomiast eutanaziści udają miłosiernych. Morderstwo chcą zamazać dyskusjami o „żywych grobach” i cierpieniu ich krewnych.

Pewnie, że ludzie cierpią. Dlatego trzeba ich wspierać, a nie likwidować. My po prostu nie mamy prawa decydować o ludzkim życiu. Jeśli zgodzimy się na jakikolwiek wyjątek w tej zasadzie, nie będziemy mogli powstrzymać żadnej niegodziwości. Samo wszczynanie „debaty o eutanazji” jest niewyobrażalnym skandalem. Dyskusje na ten temat powinny być zakazane bardziej niż kłamstwo oświęcimskie. Bo skutki kłamstwa eutanazistów będą jeszcze tragiczniejsze.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także