Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wolne rozwiązki

Dzieci nie mogą dorosnąć wśród dorosłych, którzy są dziećmi

Kiedyś przyjaciół poznawało się w biedzie. Teraz poznaje się ich po biedzie, jaką sprowadzają na dzieci. Tak przynajmniej wynika z doniesień medialnych: „Przyjaciel matki zakatował dziecko”, „Dziecko wypadło z okna. Jego matka z przyjacielem byli w stanie upojenia alkoholowego”. I tak dalej. Słowo „przyjaciel” stosuje się zamiennie ze słowem „konkubent”. Na przykład: „Zakatowane dziecko: areszt dla matki i jej konkubenta”. „Konkubina” też w doniesieniach rzadko pojawia się wśród kwiatów, chyba że to kalie przy trumnie. Rekwizyty przyjaciół – konkubentów to zwykle nóż, flaszka i inne podobnie romantyczne przedmioty.

Jakoś dziwnie często przy informacjach o znęcaniu się nad dziećmi słychać, że ich opiekunowie nie są ze sobą związani. No bo cóż to za związanie – konkubinat, wolny związek, przyjacielski układ czy jak to jeszcze kto nazwie. To najwyżej sklejenie, i to raczej gumą arabską niż kropelką. I to jest, uważam, podstawowa przyczyna, dla której wzrasta liczba przestępstw popełnianych na dzieciach. Wzrasta, bo maleje liczba zawieranych małżeństw.

To nie w tym rzecz, żeby rozciągnąć kontrolę państwa nad każdym dzieckiem, a rodziców obstawić zakazami dawania klapsów. Gdy państwo chce być Wielką Matką lub takimż ojcem, lepiej zostać sierotą. Spod opieki państwa wychodzą albo bezduszni janczarzy, albo zastępy wiecznie niedorosłych Piotrusiów Panów. Rzecz w tym, żeby nie była osłabiana pozycja prawowitego małżeństwa. A jest osłabiana, choćby przez same dyskusje o tym, jakby tu uregulować status osób żyjących w „wolnych związkach”. Że to niby takie ważne, żeby „przyjaciółka” mogła odwiedzić „partnera” w szpitalu albo żeby po sobie dziedziczyli.

No to posłuchajcie wieczne dzieciuchy: kto chce mieć przywileje, ten musi najpierw podjąć obowiązki. Musicie wiedzieć, że nie na wszystko da się naciągnąć prezerwatywę i ludzkie wybory pociągają skutki. Na trudy życia nie ma środków antykoncepcyjnych.

Przysłowie „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz” jest do bólu prawdziwe. Bo nawet jeśli prawo państwowe przyzna dobre spanie tym, którzy głupio sobie ścielą, to oni i tak śnić będą koszmary. I sami sprowadzą koszmar na swoje dzieci, bo kto nie potrafi podjąć życiowych zobowiązań, nie będzie dobrym rodzicem.

Liczba nieszczęśliwych dzieci wzrasta tam, gdzie maleje odpowiedzialność dorosłych. I niewiele da tu centralny rejestr dzieci, monitoring czy coś innego. Możemy przyczepić chip do ucha każdemu rodzicowi i kamerkę na czoło, a i tak nie powstrzymamy przemocy i wykorzystywania nieletnich.

Jeśli małżeństwo będzie w cenie tylko wśród homoseksualistów, dzieci nie będą miały żadnej gwarancji bezpieczeństwa. Małżeństwo też pełnej gwarancji nie daje, ale daje największą z możliwych. Zwłaszcza małżeństwo sakramentalne, gdzie łączący się ludzie zobowiązują się najmocniej jak na tym świecie można, że się nawzajem nie opuszczą. Bo nie chodzi tylko o to, żeby były dzieci, ale żeby te dzieci miały rodziców.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także