Nowy numer 25/2018 Archiwum

Zwalczanie samotności

Myśl wyrachowana: Człowiek spełnia się w każdym stanie, pod warunkiem, że jest to stan łaski uświęcającej.

Rzecznik Praw Obywatelskich w wywiadzie dla „Dziennika” powiedział, że dopuszcza możliwość powstania związków partnerskich. „Można się zastanowić nad wprowadzeniem rozwiązań prawnych, które pozwoliłyby ludziom bez względu na płeć i orientację seksualną żyć we wspólnocie opiekuńczej” – powiedział dr Janusz Kochanowski. A dlaczego? Bo „chęć wyjścia ze swojej samotności zasługuje na szacunek, na który jednak nie zasługuje czynienie ze swej seksualności oręża czy małpowanie rodziny i żądanie przywilejów zarezerwowanych dla niej”. Problem w tym, że takie związki wszędzie na świecie są małpowaniem rodziny, choć na początku, zgodnie z taktyką małych kroczków, udają, że nie są. A zaczyna się zazwyczaj właśnie od użalania na samotność. Cóż to znaczy, że „chęć wyjścia ze swojej samotności zasługuje na szacunek”? Na szacunek zasługuje (lub wręcz przeciwnie) to, co człowiek ze swoją chęcią robi, a nie to, że ją ma. Pedofil też chce po swojemu wyjść z samotności. Czy i ta chęć zasługuje na szacunek?

Teza Rzecznika Praw Obywatelskich paradoksalnie wynika z tradycji. Ale tradycji, uważam, nie najlepszej, która polega na przekonaniu, że największym ludzkim nieszczęściem jest samotność. Przy czym rozumie się ją jako fizyczny brak koło siebie kogoś, kto by zagadał, a w razie potrzeby umożliwił stosunek seksualny. Do niedawna było to przynajmniej ujęte w jakieś ramy. Oznaczało to, że każdy, kto nie chce być tak „samotny”, powinien się ożenić, a każda wyjść za mąż. Inaczej okaże się nieudacznikiem. To z takiego założenia powstało pojęcie staropanieństwa, ewentualnie starokawalerstwa, jako stanu jakiegoś życiowego braku. Ta etykietka do dziś krzywdzi fantastycznych nieraz ludzi, bo rodzi w nich kompleksy i poczucie człowieczeństwa drugiej kategorii. Ci ludzie nader często mają wrażenie, że skoro nie zawarli małżeństwa, to znaczy, że „nikt ich nie chce”.

Od ciągłego wysłuchiwania „Kiedy wreszcie sobie kogoś znajdziesz?”, niektóre osoby gotowe są wskoczyć do łoża nawet Madejowi. Komukolwiek. Niezależnie od jego poglądów, od jego przeszłości, a ostatnio już i płci. No bo skoro na każdego czeka gdzieś ta „druga połówka jabłka”, to głupio tak pozostać niekompletnym. Tylko że z tą połówką to nie zawsze trafione porównanie. Bo jeśli człowiek jest jakoś niekompletny, to nie z powodu braku innego człowieka. W sedno trafił już święty Augustyn: „Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu”. Chyba każdy zna takie cudowne osoby, które choć są „same”, to absolutnie nie są samotne. Ja w każdym razie znam takich wiele – i jeszcze więcej im zawdzięczam. Ludzie są nieudacznikami nie wtedy, gdy nie znajdują innego człowieka, tylko wówczas, gdy gubią Boga. Wtedy są naprawdę rozpaczliwie samotni, choćby mieli tłumy wokół siebie. Bo samotność nie jest wynikiem zewnętrznej sytuacji, tylko niezdolności kochania. A temu nie zaradzi żaden rzecznik i żadne „prawne rozwiązania”.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji