Nowy numer 50/2019 Archiwum

Fałszerstwo sondażowe

Myśl wyrachowana: Chcesz udowodnić, że Ziemia jest płaska – zrób sobie sondaż

Lubicie szarlotkę? Tak? A Murzynów? Też lubicie. To świetnie. W takim razie smacznego.
Co? Murzyna nie zjecie? Szarlotka dobra, Murzyn niedobry, tak? Bo czarny, tak? To pewnie Żyd też niedobry, co? I gej też, i Rom, i ateista, i niepełnosprawny również? A kremówki to pewnie lubicie, klerofaszyści?

Podobną logikę bałamutnego mieszania porządków zastosowała „Gazeta Wyborcza”. Przed tygodniem zaprezentowała wyniki sondażu na temat „uprzedzeń, które my, Polacy, skrywamy”. „Nie pytaliśmy respondenta wprost o jego poglądy, lecz o to, na jakiego szefa »zgodziliby się Polacy«. Jest to tzw. projekcja” – poucza Piotr Pacewicz w komentarzu pod tytułem „Witajcie w Polsce nietolerancji”.
Redaktor ubolewa, że „wylało się morze nietolerancji i niechęci”. No bo „szefa na wózku nie chciałoby 31 proc.”. Autor ironizuje: „Jeszcze się taki zaklinuje w windzie, nie podjedzie na krawężnik i trzeba będzie szefa podnosić... Godność urzędu pryska, wstyd dla firmy”.

Chwileczkę, czy wybór jednego musi oznaczać pogardę dla drugiego? A czy pan Pacewicz zauważył, że aż 69 procent Polaków akceptuje takiego szefa?
Następnie redaktor karci nas za to, że aż 75 procent akceptuje szefa katolika, natomiast ateistę chciałoby już tylko 41 procent Polaków. „Katolicyzm, nawet ostentacyjny, jest wciąż u nas atutem, także w pracy” – gorszy się redaktor. No i oczywiście pana Pacewicza „przygnębia poziom homofobii”, bo „tylko 16 proc. Polaków dopuszcza geja lub lesbijkę jako szefa”.

To teraz ja przeprowadzę sondaż wśród redaktorów „Wyborczej”. Ilu z was chciałoby za naczelnego – choćby tyciego – przedstawiciela prawicy? Nie ma chętnych? Tolerancja utonęła w „morzu niechęci”, co?

Ludzie „Wyborczej” obnoszą się z hasłem: „Nam nie jest wszystko jedno”. Ale gdy Polakom też nie jest wszystko jedno, kogo mają za szefa, to „Wyborcza” podnosi lament. A przecież zdrowemu psychicznie i moralnie człowiekowi nie może być obojętne, komu podlega. Ani kogo ma za podwładnego, ani za kolegę, ani za małżonka. Od tego, czy ktoś wchodzi w relacje z ateistą czy z chrześcijaninem, z człowiekiem sumienia czy ogumienia, zależy bardzo wiele, a nieraz nawet wszystko. Jeśli mam wybór między ludźmi, wybieram takiego, który mi bardziej odpowiada. Czy to oznacza, że wszystkich innych bym pozarzynał?

Nie dajmy się zwariować. Mamy prawo, a nawet obowiązek wybierać między ludźmi, od których będziemy zależni i od których będzie zależało wychowanie naszych dzieci. I nie musimy wszystkich lubić, choć każdego mamy obowiązek szanować. Ale szacunek dla człowieka nie oznacza konieczności przyjmowania za swoje jego poglądów. Czasem nawet koniecznie trzeba się im sprzeciwić. Inaczej zatolerują nas na śmierć, nasze dzieci adoptują i zaadaptują do swoich potrzeb.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji