Nowy numer 48/2020 Archiwum

Złodzieje ludzi

Myśl wyrachowana: Jeśli uważasz, że seks przed ślubem to nic złego, rób tak dalej: uważaj

W„Życiu Warszawy” zamieszczono sondaż CBOS, w którym pytano o edukację seksualną. Przy okazji było pytanie o antykoncepcję i o poglądy na temat czasu inicjacji seksualnej. Gazeta skomentowała wyniki tak: „Badanie pokazało, że nie jesteśmy społeczeństwem purytańskim. Ponad połowa osób biorących udział w badaniu oceniła, że z podjęciem współżycia seksualnego nie trzeba czekać do czasu zawarcia małżeństwa, i że seks przed ślubem jest zupełnie normalny”.

Aha. Czyli kto nie uważa, że seks przed ślubem jest normalny, ten jest purytaninem. Innymi słowy stukniętym ascetą, wymachującym krzyżem i krzyczącym chrapliwym głosem: „Bóg was skarze, lubieżni bezbożnicy!”.

Dorabianie takiego wizerunku ludziom, którym jeszcze zależy na moralności chrześcijańskiej, przynosi efekty. Wskutek tego pary deklarujące dochowanie czystości do ślubu traktuje się jak ocalałe dinozaury. One same zresztą zachowują się nieraz tak, jakby podejmowały jakieś niezwykłe zobowiązanie. Kiedyś nawet usłyszałem ze szczytu Jasnej Góry „świadectwo”, w którym dziewczyna oznajmiła, że za parę miesięcy wyjdzie za mąż, ale wraz z narzeczonym postanowili, że do tego czasu nie będą współżyć.

No nie, ludzie, co to za ofiara? Równie dobrze mogliby oczekiwać oklasków za to, że nikogo nie zgwałcili. To nie żadna asceza, tylko obowiązek. Nie mają się czym chwalić narzeczeni, że się powstrzymują od grzechu. To ci, którzy robią inaczej, powinni się wstydzić. A nie wstydzą się, bo normą zaczyna być stan grzechu, zaś trwanie w łasce uświęcającej staje się czynem tyleż heroicznym, co głupim. Nic zresztą dziwnego, że taki heroizm uważa się za głupotę, skoro w pojęciu większości oznacza on rezygnację z miłości. No bo skoro seks to miłość, to brak seksu jest grzechem. Sam Bóg jest przecież miłością, miłość jest najważniejszym przykazaniem i z miłości zostaniemy rozliczeni.

To wszystko byłoby słuszne, gdyby nie to, że seks nie jest miłością. On może wyrażać miłość, ale nie musi – i często jest wyrazem jedynie miłości własnej. Jest wyrazem egoizmu zwłaszcza wtedy, gdy jest podejmowany bez dozgonnego zobowiązania do miłości wyrażonej w formule: „Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską”.

To nie jest tak, że kto czeka z seksem do ślubu, ten powstrzymuje się od miłości. Jest dokładnie odwrotnie – prawdziwą miłość przed ślubem praktykują ci, którzy powstrzymują się od seksu. Dowodzą w ten sposób, że dla osoby kochanej gotowi są do wyrzeczeń. Do czekania. A czekają nie dla głupiej fanaberii, tylko dlatego, że są odpowiedzialni – nie tylko za siebie, ale i za tę drugą osobę. I za dzieci, które powinny mieć rodziców zaślubionych sakramentem, a nie związanych drutem konkubinatu.

Prawdziwa miłość, oczywiście, kosztuje i to sporo. Ale ktoś, kto bierze, a nie płaci, ten nie kocha, tylko kradnie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także