Nowy numer 47/2020 Archiwum

Niech mi ktoś odmówi

Myśl wyrachowana: Politycy bez zasad produkują same kwasy. Społeczne.

Ja nie wiem, co Lech Kaczyński chciał przez to osiągnąć – zastanawiał się komentator radia TOK FM. Chodziło o sprzeciw prezydenta Warszawy wobec „parady równości”. Inni zebrani w studiu też nie wiedzieli. – Dlaczego niegłupi przecież człowiek, profesor prawa, tak się upiera? – próbowali dociec. Ich zdziwienie brało się z przekonania, że każdy myślący człowiek, a zwłaszcza polityk, musi zachowywać się tak, żeby mieć z tego korzyść. Musi zawsze „coś osiągnąć”. Jakoś nikomu do głowy nie przyszło, że można coś też robić z powodu własnych przekonań, niezależnie od tego, czy się na tym wygra, czy nie.

Na pewno coś takiego nie przychodzi do głowy większości kandydatów na prezydenta. W TVN 24 dziennikarze odpytują kolejno osoby zgłaszające się do prezydenckiego wyścigu. W rozmowie pada zazwyczaj pytanie o stosunek do kwestii związków partnerskich, do aborcji i innych zapalnych punktów polskiej rzeczywistości. Mało który z gości odpowiada po prostu „jestem za” albo „jestem przeciw”. Prawie zawsze w tym momencie zaczyna się bełkot: „Tak, to skomplikowana sprawa… Ludzkie dramaty… Nie można lekceważyć… Należałoby rozważyć… ble, ble, ble”.

Po takich odpowiedziach możemy być pewni jednego: ten kandydat powie wszystko, co chcemy usłyszeć, a nie powie niczego, co by nam się nie podobało. Jego poglądy zależą od sondaży, więc za największy grzech uważa mówienie tego, co naprawdę myśli. O ile w ogóle ma jakieś własne poglądy, poza tym jednym, że to fajnie być prezydentem. Są oczywiście kandydaci skrajni, którzy z góry liczą na jakiś elektorat i wtedy prezentują pasujące do niego poglądy. Pilnie przy tym obserwują, czy elektorat nie zmienia nastroju, bo oni wtedy w te pędy muszą uzasadnić zmianę własnych poglądów.Przeciętny kandydat do fotela prezydenckiego dwoi się i troi, żebym myślał, że on dla mnie zrobi wszystko.

Ano właśnie. A ja chcę wiedzieć, czego kandydat dla mnie nie zrobi. Chcę wiedzieć, czy są rzeczy, których odmówiłby elektoratowi, choćby miał go przez to stracić. Żeby było coś, czego nie sprzeda za parę punktów procentowych. Tylko wtedy będę wiedział, że jest człowiekiem sumienia, a nie sprzedawczykiem. Błędne wybory pochodzą nie z tego, że wybraniec społeczeństwa nie zrealizował obietnic, ale z tego, że naród ukochał takiego, który mu żadnej obietnicy nie odmówił. To jest tak jak w małżeństwie. Jeśli żona w imię zasad nie zrobi dla męża wszystkiego, to znaczy, że też nie zrobi tego dla nikogo innego. Każdy mąż powinien życzyć sobie takiej żony i każda żona takiego męża, którzy odmówią sobie nawzajem popełnienia grzechu. Wierność gwarantowana, choć aplauz społeczny niekoniecznie. Na pewno skreśli cię elektorat cudzołożników.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także