Nowy numer 48/2020 Archiwum

Sztuka bez kultury

Myśl wyrachowana Wściekłość obrażonych jest dla skandalisty pożywieniem. Nie lepiej wziąć go głodem?

Znowu głośno o Dorocie Nieznalskiej. To ta pani, która powiesiła w galerii sztuki „instalację” w postaci krzyża z męskimi genitaliami. Zrobiła to chyba dlatego, że chciała być znalska. To zrozumiałe, bo dla artysty, który nie ma talentu, jedynym sposobem zaistnienia jest zrobienie skandalu. Pewien zdesperowany Japończyk to nawet wyskoczył z wieżowca na leżący na ziemi blejtram. Powstało z tego dzieło nie tyle wybitne, co „odbitne”.

Pamiętają Państwo taki sezon na skandalizujące filmy? Przeważnie były to kompletne knoty, ale do kin waliły tłumy, bo darmową reklamę zrobiły im protesty oburzonych. Producenci na uszach potem stawali, żeby ich jakiś duchowny wyklął z ambony.

Do skandalu bowiem, jak do tanga, trzeba dwojga: skandalisty i tłumu zgorszonych.
Przed tygodniem odbyła się pierwsza rozprawa powtórzonego procesu Nieznalskiej. Zjawiło się sporo protestujących. Wystąpili jako katolicy – obrońcy krzyża. Że przyszli, to w porządku. Ale te podniesione pięści, wygrażanie krzyżami przeplatane z pobożnymi pieśniami – dla prześmiewców to cudny materiał o religijnej ciemnocie. Gdyby katolicy nie dali się napuścić, toby w zastępstwie sami eseldowcy czy inni Zieloni musieli śpiewać „My chcemy Boga”. Ale nie trzeba było. Wskutek tego, choć pani Nieznalska rzeczywiście obraziła uczucia wierzących, to za sto lat jeszcze będą o niej trąbić jako o męczennicy sztuki.

Ja wiem, nie można siedzieć z założonymi rękami, kiedy ktoś opluwa matkę. Chodzi jednak o formę protestu. Ludzie, którzy przez zaciśnięte zęby cedzą „Ojcze nasz”, zapominają czasami, że różaniec służy do modlitwy za nieprzyjaciół, a nie do tego, żeby ich na nim powiesić. Chrześcijaństwo wzrastało, gdy byli ludzie gotowi za wiarę oddać życie. Własne – nie przeciwników. O tym się zapomina, bo milej pogonić masona, niż się za niego szczerze pomodlić, łatwiej walnąć geja kamieniem, niż tak wychować dziecko, żeby samo unikało grzechu.

Nie chodzi o zgodę na prowokację. Chodzi o to, żebyśmy w ręku prowokatorów nie byli użytecznymi idiotami. Przecież oni po to profanują nasze świętości, po to robią te swoje „marsze równości”, żebyśmy ich obrzucili kamieniami. Ale jeśli to zrobimy, w tej mierze przestajemy być chrześcijanami. Bo Jezus na krzyżu umarł również za panią Nieznalską i oby to kiedyś pojęła. Ale nie dowie się tego w zgiełku podniosłych pieśni i w gradzie fruwających kamieni.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także