Nowy numer 49/2020 Archiwum

Fantazje seksualne

Jak donosi „Gość Niedzielny” (24.06.2007, Artur Bazak, „Czas gorących sporów”) na tegorocznym Zjeździe Gnieźnieńskim rozprawiano także o katolickim życiu seksualnym.

Atmosfera tych spotkań musiała być niezwykle gorąca, skoro na pytanie: co ksiądz może wiedzieć na temat seksu, o. Ksawery Knotz, franciszkański zakonnik, autor książki o katolickim seksie, odpowiedział, że jest to „zapis jego fantazji seksualnych”. Zaiste wypowiedź godna Dody Elektrody albo jakiej innej gwiazdy pop-kultury. Jeśli szacowny ojciec posłużył się w tym miejscu żartem, to był to kiepski żart.

Ale jeśli rzeczywiście jego stałym zajęciem jest oddawanie się marzeniom erotycznym, to co ten człowiek robi jeszcze w zakonie? Czemu nie zrzuci habitu i nie znajdzie sobie kobiety?

Niekiedy odnosi się wrażenie, że żyjemy w czasach, w których nawet Kościoła nie omija pomieszanie języków. Coraz mniej mówi się o Jezusie Chrystusie, coraz rzadziej gruntownie rozważa się tajemnice wiary, a coraz więcej efekciarskiego gadulstwa, służącego bardziej autoprezentacji niż świadectwu prawdy. Po co publicznie rozprawiać o liturgicznym wymiarze seksu. Przecież to błazeństwo, jeśli nie brać tych słów zbyt dosłownie.

A jeśli brać dosłownie, to proszę bardzo. Parę dni temu niemieckie gazety doniosły, że pewien pastor protestancki, próbując zaradzić pustkom na swoich nabożeństwach, sprowadził do kościoła skąpo ubrane tancerki. Te zaś podczas liturgii wykonywały skomplikowane figury baletowe. Ów przezacny pastor tłumaczył to tym, że te półnagie tancerki najlepiej uzmysławiają wiernym chrześcijańską miłość.

I jeszcze jedno. Sfera seksualna należy do najbardziej intymnych sfer życia człowieka. Publiczne opowiadanie o swoim życiu seksualnym jest co najmniej niedelikatne i świadczy o złym smaku. W poprzednich pokoleniach ludzie dobrze wychowani doskonale o tym wiedzieli i nie chwalili się tym, co robią w łóżku. Dziś najwięksi katolicy (przynajmniej w swoim mniemaniu) zwykły łóżkowy seks łączą z liturgią (jaką?) i uważają go za święty.

Nie rozumieją, że święty może być tylko duch, a nie ciało. Ciało jest jedynie świątynią ducha (owi oświeceni nie czytają Apostoła Pawła, bo i po co). Stosunek płciowy nie ma niczego z ducha, lecz jest jak najbardziej cielesny. Seks to psychofizjologia, wiara to duch. Miłość do Boga i do drugiego człowieka nie jest miłością płciową. Kto mi nie wierzy, niech sobie poczyta Ojców Kościoła z Aureliuszem Augustynem na czele.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama