Nowy numer 43/2020 Archiwum

Bliskie spotkania z diabłem

Trzy pokusy i trzy zwycięstwa Syna Bożego. Co chciał nam powiedzieć Chrystus, gdy odrzucał kuszenie na Pustyni Judzkiej.

Gdyby hipotetyczny wędrowiec dysponował czasem i nie zamierzał iść najkrótszą drogą z Jerozolimy do Jerycha, znaleźć by się mógł na Górze Kuszenia. Przed rozpoczęciem swej publicznej działalności Jezus czterdzieści dni przebywał na pustyni, gdzie wśród modlitw i postów przygotowywał się do swej misji.
Trzy pokusy i trzy zwycięstwa Syna Bożego. Przemądrzali poszukiwacze mitów twierdzą, że również i dziś zamiana kamienia w chleb wydaje się przedsięwzięciem skazanym na niepowodzenie (kierunek odwrotny byłby bardziej prawdopodobny, zwłaszcza gdy chleb podda się działaniu czasu), rzucenie się w dół ze szczytu góry lub narożnika świątyni byłoby może realne przy wykorzystaniu motolotni, natomiast z wysokości Dżabal Quruntul oczyma (zamkniętymi) wyobraźni można dostrzec przepych królestw świata.
Opis kuszenia Jezusa nie należy jednak do gatunku mitycznych.

Kamień zamieniony w chleb
Ewangeliści opowiadają, że kiedy Jezus odczuł głód, ukazał Mu się szatan z pokusą: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem”. Jezus odrzucił tę pokusę. Mógł za pomocą cudu zapewnić sobie pożywienie, jednak nie uczynił tego. Ukazał przez to, że chleb zdobywa się przez pracę, przez trud, a tym samym, że dążenie do osiągnięcia rzeczy istotnych w życiu zawsze wiąże się z poświęceniem. Prawda, że sukces, który nic nie kosztuje, nie jest prawdziwym sukcesem, nie jest zbytnio odkrywcza. Może właśnie dlatego nie wszyscy są nią zafascynowani. Arystoteles, założyciel ateńskiej szkoły zwanej Likejon, zanim jeszcze musiał uciekać z Aten przed jednym ze swych najzdolniejszych uczniów, Aleksandrem Macedońskim, mawiał, że szczęście człowieka nie tkwi w osiągnięciu celu, ale w samej drodze ku niemu. Jezus mógł zamienić kamień w chleb, jednak wolał pokazać, że to ma prawdziwą wartość, do czego dąży się przez pracę i w co wkłada się choć odrobinę serca.

Mieszkańcy dawnej Palestyny przekonani byli o świętości i mistycznym znaczeniu chleba. Wszystko, co z nim związane, siew, zbiór zboża, wytwarzanie mąki i wypiek czynili w imię Boże. Nie przez przypadek pierwsi chrześcijanie gromadzili się na „łamaniu chleba”. Mieszkańcy Wschodu raczej nie używają noża przy dzieleniu chleba. Uważają to za niegodziwe. Łamią chleb palcami. Ubodzy spożywają zazwyczaj chleb jęczmienny; ci, których stać na pszenny, uznawani są za zamożnych.

Jezusowi nieraz brakowało chleba na pustyni. Pewnego razu w takiej sytuacji „jeden z uczniów Jezusa, Andrzej, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów i dwie ryby, ale cóż to jest dla tak wielu?” (J 6,9). Dla Jezusa wystarczyło. Kilkoma chlebami nakarmił tysiące. Chleb pojawia się w rękach Jezusa również podczas Ostatniej Wieczerzy. „Wziął chleb, połamał go i dawał swym uczniom”. Od tamtego czasu Kościół powtarza codziennie tę czynność Jezusa. Składa Bogu w ofierze owoc ludzkiego trudu. W ten sposób ta cząstka materii, chleb, jest zapowiedzią przemiany każdego, kto swym sposobem życia chce upodabniać się do Chrystusa. Jest zapowiedzią przemiany całego wszechświata, która nastąpi przy powtórnym przyjściu Chrystusa.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama