Nowy numer 48/2020 Archiwum

Mam za co przepraszać

... Za brak czasu i cierpliwości

– Z pewnością ta liturgia będzie wymagała odwagi na miarę papieskiego Dnia Przebaczenia. To, co do tej pory owiane było tajemnicą konfesjonału, ujrzy światło dzienne. Chociaż… Przecież widzieli, ile było we mnie żalu i goryczy, gdy przyszedłem do parafii, której nie umiałem zaakceptować, oderwany nagle od tego, co kochałem i co było moim żywiołem.

Wiedzą też chyba aż nadto dobrze, kiedy proboszczowi lepiej w drogę nie wchodzić, bo jest zły, a cierpliwością nie grzeszy. Język również ma niewyparzony. Nikt tego głośno nie powie, ale pewnie niejeden pomyśli, że częściej mógłbym wpaść do domów, gdzie bieda i dzieci gromada, i przynajmniej zapytać, czy żyć za co mają. Starsi też czasem z żalem mówią, że proboszcz to tylko z młodzieżą, a z nimi za mało. A to, czego nie widzą? Co równie ważne, a może ważniejsze? Przecież nikt nie rozlicza mnie z ilości godzin spędzonych na modlitwie (tej dodatkowej, z serca). Rada parafialna nie pyta o posty i umartwienia. I nikomu do głowy nie przyjdzie, że miłość do książek bierze górę nad miłością do słowa Bożego.

Czy będę się bał tej liturgii? Nie. Z żalu, skruchy, modlitwy o świętość nic złego wyniknąć nie może. Byle ten żal nie skończył się w Środę Popielcową. O to jednak się nie obawiam. W dzieciństwie babcia nauczyła mnie kończyć każdy dzień aktami strzelistymi: wiary, nadziei, żalu i miłości. Więc będzie jak każdego dnia. Tylko nie na zakończenie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama