Nowy numer 47/2020 Archiwum

Gdy rodzi się nadzieja

Chrześcijanie masowo opuszczają Irak. W obawie przed zamachami kościoły są strzeżone. Kapłani nie wychodzą na ulice w sutannach. To nie antychrześcijańska krucjata, tylko obraz kraju, w którym panuje anarchia. 30 stycznia w Iraku narodziła się nadzieja na lepszą przyszłość.

W kolejce do urn stoi kilkadziesiąt osób. Kobiety z małymi dziećmi, całe rodziny. Silniejsi przywożą do punktów wyborczych osoby starsze i chore. Panuje atmosfera święta. Chaldejski ordynariusz Amadiya w irackim Kurdystanie, biskup Rabban Al-Quas, swoim mikrobusem dowozi do lokali wyborczych chętnych, głównie muzułmanów. Jest przekonany, że w Iraku zatryumfuje demokracja.

Wyborcza euforia
Ostatni raz taka atmosfera euforii panowała nad Eufratem w dniu obalenia reżimu Saddama Husajna. Pierwsze demokratyczne wybory w Iraku przeszły najśmielsze oczekiwania. Mimo fali ataków terrorystycznych, głosowało ponad 60 proc. uprawnionych. Zdecydowanie więcej, niż się spodziewano. Irakijczycy przyzwyczajeni są do głosowania. Husajn zwoływał ich do urn, by uwiarygodnić się przed światem i pokazać, jak bardzo naród kocha swego Rasa. Wielu podpisywało wtedy karty wyborcze nawet własną krwią. Ze strachu przed więzieniem, torturami, śmiercią.

Należy głosować na tych, którzy będą w stanie kierować krajem – to jedyna wskazówka, jakiej wiernym udzielili przywódcy Kościołów chrześcijańskich w Iraku. – W ostatnich latach doświadczyliśmy przemocy totalitarnego reżimu, trzech wojen i 13 lat embarga. Irakijczycy muszą nauczyć się „prowadzić dialog w sposób cywilizowany” – podkreślił przed wyborami chaldejski metropolita Kirkuku abp Louis Sako.

– Tylko ustanowienie demokracji może ukrócić terroryzm. Wybory są szansą na ustabilizowanie sytuacji – mówił bp Shlemon Warduni, sufragan patriarchy chaldejskiego Bagdadu. Nuncjusz Apostolski w Iraku zaznaczył, że wybory są punktem wyjścia w procesie, który będzie służył całemu narodowi irackiemu. Za wcześnie jednak, by mówić o spokojnej przyszłości. Szyici stanowią większość, prawie 65 proc., za czasów Husajna odsuniętą od wpływu na życie kraju. Teraz licznie uczestniczyli w głosowaniu. Sunnici, których jest 15 proc., niemal zbojkotowali wybory. Czy obie strony będą na tyle dojrzałe, by zapewnić udział wszystkich grup w strukturze władzy?

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama