Nowy numer 21/2022 Archiwum

Pasja prawdy

Kard. Johna H. Newmana i Benedykta XVI łączy wiele: krytyka liberalnej religii, szacunek dla obiektywności prawdy, szukanie wiary inteligentnej i odważnej.

W setną rocznicę śmierci kard. Newmana w 1990 roku odbywało się w Rzymie sympozjum, w którym uczestniczył kard. Ratzinger. Swoje wystąpienie rozpoczął od wyznania, że Newman jest mu bliski już od początku teologicznych studiów, czyli od 1946 roku. Obecny papież zakończył swój referat stwierdzeniem, że „Newman był jednym z największych nauczycieli Kościoła”. Dlaczego? „Ponieważ dotykał serca i jednocześnie oświecał rozum”. Beatyfikacja wielkiego angielskiego konwertyty (jego życiorys przypomnieliśmy w poprzednim numerze) jest okazją, by nie tylko docenić jego osobistą świętość, ale odkryć jego spuściznę. Newman żył przez prawie cały XIX wiek. Dla nas, żyjących ponad 100 lat później, jego twórczość może wydawać się już anachroniczna. Jeśli jednak przebrniemy przez nieco barokowy język Newmana, odkryjemy, jak wiele jego myśli okazało się proroczymi intuicjami, a jego poglądy na temat wiary, sumienia, Kościoła czy znaczenia świeckich brzmią zaskakująco aktualnie.

Wiara wobec niewiary
Newman uczył wiary inteligentnej. Takiej, która łączy rozum z szacunkiem dla tajemnicy. Jedną z najważniejszych cech jego pisarstwa była autentyczna religijna pasja. Od momentu, kiedy w 15. roku życia doświadczył osobistego spotkania z Bogiem, aż do śmierci jego myśli krążyły nieustannie wokół Bożych spraw. Żył w obecności Boga, a zarazem stale Go szukał. Miał zmysł apologetyczny, czyli inteligentnie i z wielkim osobistym zaangażowaniem bronił miejsca Boga, wiary i Kościoła w społeczeństwie, które już w jego czasach stawało się religijnie obojętne. Był w gruncie rzeczy duszpasterzem z krwi i kości, zawsze głęboko zatroskanym o innych, kochającym szczerze Kościół, szukającym dróg odnowy religii w obliczu jej zagrożeń, które dostrzegał i przenikliwie diagnozował.

Newman widział erozję wiary w społeczeństwie XIX-wiecznej Anglii i przeczuwał, że niewiara będzie przybierała na sile. „Myślę – mówił w kazaniu w 1873 roku – że próby, jakie są przed nami, przeraziłyby i przyprawiłyby o zawrót głowy nawet tak mężne głowy jak św. Atanazego i św. Grzegorza. Wyznaliby oni, że ciemność, jako perspektywa ich czasów, istniała dla nich indywidualnie, nasze czasy odznaczają się ciemnością jakościowo różną od tej, jaka była kiedykolwiek przedtem… Chrześcijaństwo nigdy nie miało do czynienia ze światem po prostu bezbożnym”. Przewidywał nawet i to, że kiedy katolicy staną się znaczącą siłą społeczną, będą cierpieć z powodu słabości niektórych swoich członków. Wraz z rozwojem prasy w społeczeństwie narastać będzie nieżyczliwa ciekawość, dlatego „będziemy zdani na łaskę nawet jednego niegodnego lub fałszywego brata”. Wystarczy zajrzeć do dzisiejszej prasy, by przekonać się o słuszności tych intuicji.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama