Nowy numer 3/2021 Archiwum

Strach w małym mieście

Bezrobocie odczuwają najbardziej mieszkańcy miast, w których dominuje jeden zakład pracy. Kryzys głównego pracodawcy oznacza kłopoty prawie każdej rodziny.

Te trzy miejscowości to tylko przykładowe obrazki, które oddają jednak klimat panujący w małych miastach, uzależnionych od jednego pracodawcy. Podobne kłopoty mogą spotkać wkrótce mieszkańców Dębicy, gdzie producent opon na razie utrzymuje etaty, ale w lipcu można spodziewać się redukcji zatrudnienia. Produkcja opon Michelin zwolniła już dawno w Olsztynie. Na razie pracowników wysyłano na urlopy, ale podobno i tam szykują się zwolnienia grupowe. Nieciekawie wygląda sytuacja w blisko 50-tysięcznym Krośnie. W tutejszej Hucie Szkła już 1200 osób pożegnało się z pracą. O swój los boją się też pracownicy Opla w Gliwicach, zwłaszcza odkąd pojawiły się głosy, że General Motors, do którego należy Opel, zlikwiduje 6 fabryk Opla w Europie. W Gliwicach już doszło do zwolnień grupowych. Jednak tutaj sytuacja nie jest tak dramatyczna jak w wyżej przedstawionych miejscowościach. Na Górnym Śląsku jest stosunkowo łatwej znaleźć pracę niż w małych miastach, gdzie dominuje jeden zakład. Sąsiedztwo Katowic i innych miast pozwala zwalnianym z Opla czuć się trochę bezpieczniej. Jest też duża szansa, że fabryka w Gliwicach nie znajdzie się jednak na liście do likwidacji: to jeden z najnowocześniejszych zakładów Opla, w który koncern sporo zainwestował.

Monokultura nie popłaca
Najbliższe miesiące będą prawdziwym testem dla urzędów pracy i innych instytucji zajmujących się zwalczaniem bezrobocia. Nie wiadomo właściwie, który ze sposobów łagodzenia skutków kryzysu jest najlepszy. W różnych wypowiedziach ciągle powtarza się wspomniany wyżej pomysł dofinansowania z budżetu stanowisk pracy. Ale to kosztuje. I obciążony byłby najprawdopodobniej Fundusz Pracy, który nie wiadomo, czy udźwignąłby taki ciężar. Według planu na ten rok, z Funduszu Pracy miało być przeznaczonych ok. 2 mld zł na zasiłki dla ponad 270 tys. bezrobotnych. Już teraz wiadomo jednak, że liczba faktycznie czekających na zasiłki znacznie przewyższy zaplanowaną. Na szkolenia też są pieniądze, ale chętnych do zmiany kwalifikacji trochę mniej. – Przychodzą na nie najaktywniejsi, natomiast duża część rejestruje się tylko po to, żeby mieć ubezpieczenie – mówi Andrzej Tuburczuk z PUP w Kraśniku. Są też iskierki nadziei. W Stalowej Woli, mimo ciemnych chmur zbierających się nad Hutą i działającymi w podobnej branży spółkami, jeden z inwestorów chce stworzyć 100 nowych miejsc pracy na nowym terenie, trwają starania o jego odlesienie. Taką informację uzyskaliśmy od prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu Wojciecha Dąbrowskiego, podczas konferencji prasowej w Stalowej Woli. – Kryzys paradoksalnie przyciąga różnych inwestorów – mówił Dąbrowski. – Na przykład na południu kraju, prawdopodobnie w Bielsku-Białej, Fiat szykuje się do otwarcia nowej fabryki silników.

Pozostaje pytanie, czy nie lepiej jest różnicować inwestycje, żeby małe miasta nie były tak bardzo uzależnione od jednego zakładu pracy. Taka monokultura przemysłowa okazuje się bardzo niebezpieczna. – Mimo wszystko lepsze są inwestycje branżowe – uważa prezes HSW Krzysztof Trofiniak. – Przecież Stalowa Wola jest znana jako zagłębie pewnych technologii, inżynierów, z tego słynie na świecie i to trzeba ciągle ulepszać – przekonuje. Niestety, obecny kryzys pokazuje, że jest druga strona medalu. Tysiące osób, nawet po zmianie kwalifikacji, nie będzie mogło ich wykorzystać z braku alternatywy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama