Nowy numer 2/2021 Archiwum

Oswajanie zbrodni

Powtarzaj kłamstwo tak długo, aż ludzie uwierzą, że jest prawdą. Ta Goebbelsowska zasada sprawdza się prawie zawsze. Wielu ludzi uwierzyło, że eutanazja jest aktem miłosierdzia.

Już jednak pojawiły się niezawodne sondaże. Według jednego z nich, 30 proc. Polaków uważa, że powinno się zalegalizować eutanazję. To klasyczny mechanizm ulegania tzw. szantażowi emocjonalnemu, jaki łatwo zastosować, posługując się cudzym lub własnym cierpieniem. Argumenty zwolenników eutanazji sprowadzają się tak naprawdę do jednego: człowiek ma prawo decydować, kiedy chce umrzeć. Mało tego. Przypadki Włoszki czy syna pani Jackiewicz mówią więcej: nawet rodzina, lekarze mają prawo decydować o przerwaniu życia chorego. Otóż trzeba jasno powiedzieć, że przeciwnicy eutanazji wychodzą z dokładnie przeciwnego przekonania: ponieważ nie ja jestem dawcą własnego życia, nie mam prawa go sobie odbierać.

A tym bardziej nie ma do tego prawa inna osoba. A moja prośba, by ktoś mnie uśmiercił, byłaby podzieleniem się współodpowiedzialnością za zbrodnię. Jest też drugi argument, może bardziej przyziemny. Można go zilustrować słynną historią matki Henry’ego Kissingera, amerykańskiego męża stanu. Ta 92-letnia kobieta upadła i straciła przytomność. Po kilku dniach badań lekarze powiedzieli, że najlepiej będzie przerwać żywienie, bo ona i tak już umiera. Nie było szansy – ich zdaniem – na odzyskanie przytomności. A jeśli nawet – to i tak miała nie być zdolna komunikować się. „Panowie nie znają mojej mamy”, powiedział podobno Kissinger. Kilka dni później jego matka faktycznie obudziła się ku zdumieniu lekarzy i powiedziała tylko do syna: „Nie pójdę jednak dzisiaj do dentysty”.

Wspomniany Ryszard Fenigsen przytacza szereg przykładów, kiedy lekarze w Holandii nie mieli nawet właściwego rozpoznania choroby, a wydawali decyzje o eutanazji. Osobnym rozdziałem jest praktyka uśmiercania niepełnosprawnych noworodków, najczęściej za zgodą samych rodziców. Nikt nie mówi, że do tego samego musi dojść w Polsce. Ale otwarcie jednej furtki i robienie z jednego przypadku, choćby najbardziej tragicznego, podstawy do tworzenia prawa, jest zawsze początkiem staczania się po równi pochyłej. Hasła o miłosierdziu czy – bardziej perfidne – o „braku wartości kalekiego ciała” są tylko szykowaniem gruntu dla jeszcze bardziej cynicznych opinii: na przykład aż 90 proc. studentów ekonomii w Holandii przyznało, że najlepszym rozwiązaniem problemów wynikających z rosnącej liczby „nieproduktywnych członków społeczeństwa” jest właśnie eutanazja. To naprawdę XXI wiek?

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama