Nowy numer 42/2020 Archiwum

Rosja rozumie tylko twardy język

Z Bernardem Margueritte, wieloletnim korespondentem prasy francuskiej w Polsce, rozmawia Jacek Dziedzina

Jacek Dziedzina: To kto rządzi na Kremlu – miś, jak chciały elity zachodnie, czy jednak niedźwiedź?
Bernard Margueritte:
– Co tu dużo mówić: na naszych oczach odradza się rosyjski imperializm. Ostatnio był wprawdzie trochę mniej widoczny, teraz jednak wyraźnie objawił się w Gruzji. A jutro może objawić się na Ukrainie.

Ale kiedy Lech Kaczyński nie mówi o Rosji jak o miłym pluszaku, dostaje mu się za to w Europie.
– Uważam, że prezydent Kaczyński, zajmując tak zdecydowane stanowisko, uratował honor całej Europy. Cieszę się, że prezydent Francji, zaangażował się w proces pokojowy. Ale to postawa Lecha Kaczyńskiego była decydująca i dopingująca Europę.

Wszystko wskazuje na to, że Rosjanie jednak nie odpuszczą, dopóki w Gruzji nie osiągną swojego celu.
– Nie uda im się, bo minęły już czasy, kiedy można było sobie poczynać w Europie bez konsekwencji.

Ospała w pierwszym tygodniu wojny reakcja Zachodu pokazuje, że jednak można.
– Ale celem Rosjan jest doprowadzenie do zmiany przywódcy w Gruzji, a to jest raczej nierealne. Zbigniew Brzeziński mówi wprawdzie o groźbie finlandyzacji Gruzji – i tak by można nazwać agresję na Gruzję – ale to się chyba Rosjanom nie uda. Rosja nie ma takiej mocy oddziaływania jak dawniej.

Ale czy Europa jest gotowa skończyć z tym „głaskaniem misia” i będzie w stanie umierać za Tbilisi kosztem łączących ją interesów z Rosją?
– Pamiętajmy, że obawa o interesy działa też w drugą stronę. Oligarchowie w Rosji starali się hamować zapędy wojskowych, bo rosyjskiemu biznesowi też zależy na handlu z Zachodem. Ten dramat pokazuje, że przyszłość Europy rozgrywa się dzisiaj w Gruzji i na Ukrainie. Rosjanie rozumieją tylko twardy język. To jest złudzenie, że gdy my będziemy z nimi łagodnie postępować, to oni będą nam przyjaźni i życzliwi. Trzeba mieć nadzieję, że kiedyś Rosja zintegruje się z Zachodem, może również wstąpi do Unii Europejskiej. Ale żeby tak się stało, musiałaby uwolnić się od swoich imperialistycznych mrzonek.

Czy Amerykanie mogli mieć wpływ na decyzję Saakaszwilego o interwencji w Osetii?
– Gdyby Amerykanie rzeczywiście mieli jakiś wpływ na Saakaszwilego, odradzaliby mu najazd na Osetię. Z kolei Saakaszwili był zaniepokojony postępującą kolonizacją Osetii przez Rosjan i musiał jakoś na to zareagować.

Saakaszwili odrzuca dyskusję o statusie samozwańczych republik. To jest część Gruzji i basta. Ale Rosjanie mówią wprost: niech Gruzini pożegnają się z terytorialną integralnością.
– Dla Rosji niepodległa Gruzja jest wielką przeszkodą, bo tam przecież znajdują się szlaki ropy i gazu, które dają możliwość uniezależnienia się od Rosji. Być może jakimś wyjściem będzie uzyskanie przez Abchazję i Osetię Płd. statusu autonomicznego.

Czy mimo wszystko język walki prezydenta Kaczyńskiego nie zaszkodził sprawie Kaukazu i nam samym?
– Z Rosjanami trzeba rozmawiać z szacunkiem, ale twardo. Oni nie uznają języka łagodnego. Premier Tusk popełnia wielki błąd, starając się być miłym, uprzejmym. Owszem, Rosjan drażni to, że Kaczyński staje na czele państw dawnych republik radzieckich. Ci prezydenci w ramach UE mają jednak jakiś wpływ na stanowisko Unii. Kaczyński nie wzywał przecież do walki zbrojnej, tylko do walki z tendencjami imperialistycznymi. Rosjanie muszą zrozumieć, że nie mogą być partnerami Zachodu, prowadząc taką agresywną politykę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama