Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Szkoła? Nie, dziękuję

Czy wiesz, że masz prawo nie posyłać swego dziecka do szkoły i uczyć je samodzielnie w domu? Są w Polsce ludzie, którzy tak robią od lat. I nie żałują

Nie chcę obrażać nauczycieli, ale sądzę, że mój program nie był gorszy od szkolnego. Odmówiłem poddania się tym rygorom. Dyrektor cofnął zgodę na edukację domową i zapowiedział publicznie, że moje dzieci będą w kajdankach doprowadzone do szkoły. Procesowanie się przed sądami administracyjnymi trwało lata – wspomina.

Teraz Budajczak ma w ręku wyrok sądu zalecający Ministerstwu Edukacji Narodowej uregulowanie tej sprawy korzystnie dla niego. Od wyroku minęły jednak dwa lata i… nic się nie dzieje.

Niedawno temu w Ameryce
W Polsce jest obecnie kilkadziesiąt rodzin uczących dzieci w domu. Na ogół poddają się rygorom egzaminacyjnym, narzuconym przez dyrektorów szkół. Radzą sobie dobrze, bo ich dzieci uzyskują na tych sprawdzianach dobre noty. Ruch edukacji domowej, zwany z angielska homeschooling, narodził się ćwierć wieku temu w Stanach Zjednoczonych. Był formą odpowiedzi na rozwój masowego szkolnictwa.

Błyskawicznie bogacące się społeczeństwo amerykańskie uznało, że trzeba kształcić jak najwięcej ludzi, na coraz wyższym poziomie. Młodzież z tzw. rodzin patologicznych, która dawniej w ogóle nie chodziła do szkoły albo szybko kończyła edukację, teraz zaczęła uczęszczać nawet do szkół ponadpodstawowych. Wraz z większą liczbą młodzieży pojawiły się w szkole negatywne zjawiska społeczne: narkomania, przestępczość.

Ówczesne szkoły nie były na to przygotowane. Nauczyciele nie dawali sobie rady. W 1983 roku w Stanach Zjednoczonych opracowano alarmujący raport o stanie oświaty, pod wymownym tytułem „Naród w obliczu zagrożenia”. Wkrótce podobne raporty i próby reform pojawiły się w krajach zachodnioeuropejskich.
Ruch domowej edukacji obejmuje dziś w USA około 2 milionów dzieci i młodzieży.

Bardzo popularny jest też w Wielkiej Brytanii (ponad 100 tysięcy) i dawnych angielskich koloniach: Australii, Kanadzie, Nowej Zelandii (po kilkadziesiąt tysięcy rodzin). W innych krajach, gdzie nie jest zakazany, obejmuje od kilkudziesięciu do kilkuset rodzin. W Niemczech nie ma ich wcale. – W Niemczech jest silna tradycja respektu dla szkoły publicznej. W końcu obowiązkowa szkoła, taka jaką dzisiaj znamy, to pruski wynalazek – wyjaśnia te dysproporcje Budajczak.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL