Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Świat jest ciekawszy bez szkolnych ław

O życiu bez dzwonków, ale też bez wakacji, z Joanną i Mariuszem Dzieciątkami rozmawia Tomasz Gołąb.

O której u Państwa w domu zaczyna się szkoła?
– Właśnie: nauczanie domowe właściwie nie ma początku ani końca. To rodzic ma świadomość lekcji, dziecko wie raczej, że to ciekawy czas spędzony z osobistym nauczycielem. Nie stwarzamy sztucznej sytuacji, tylko po prostu dziecku poświęcamy czas, wkładamy w nie chęć i pasję poznawania świata. Dzieci uczą się, nawet nasze najmłodsze, czteroletnie, przy każdej okazji. Ważne, żeby nie tylko przekazywać wiedzę, ale także uczyć, jak ją zastosować. Nawet obierając ziemniaki.

Uczą się wtedy biologii, czy gotowania?
– Bardzo wielu przedmiotów. Najważniejsze, że uczą się, obserwując rodziców. Naturalnie przychodzą im pytania o to, skąd się wzięły ziemniaki, jak rosną, starsze zapytają, kiedy przywędrowały do Polski. Można uczyć przy tej okazji historii, geografii, matematyki… Najważniejsze to nie przegapić momentu, gdy dziecko pyta, bo wówczas jest ono najbardziej chłonne. Dzieci zadają pytania, a rodzic stwarza sytuacje do ich stawiania i podsuwa preteksty do rozmów. Ważne, by uczyć dziecko tego, co je interesuje…

To pułapka: nie rozwija się dziecka w dziedzinach, które go nie interesują.
– To miejsce na inwencję rodziców. Muszą przedstawić świat tak, by zaczął być interesujący dla dziecka. Gdy widzimy znużenie jakąś dziedziną, odkładamy ją na jakiś czas, żeby dziecka nie zniechęcić. Dużą rolę odgrywa czytanie dzieciom literatury klasycznej. Cała nasza trójka słucha chętnie „W pustyni i w puszczy”. Ale przerywamy zawsze, gdy pojawiają się pytania. Na przykład o Stasia, który nie wyparł się wiary w Boga, gdy zmuszano go do przejścia na islam. To supermoment, by skomentować odwagę 14-latka.

A gdzie miejsce na matematykę, choćby na naukę pierwiastkowania?
– Liczymy sobie z dziećmi, ile kilometrów przejechały w ciągu dnia wielbłądy albo ile potrzeba ziemniaków, żeby starczyło na obiad, jak zaplanować zdrowy jadłospis, prowadzić budżet domowy. Do pierwiastkowania jeszcze nie doszliśmy. Ale w nauczaniu domowym nie wszystko muszą przekazywać rodzice. W sprawach trudniejszych, na przykład przy okazji nauczania o zjawiskach chemicznych, zaleca się nawet, by korzystać z wiedzy specjalistów.

Dziś rodzice „wymiękają”, gdy trzeba pomóc dziecku w czwartej klasie…
– W nauczaniu domowym uczą się nie tylko dzieci, ale i rodzice. Muszę być przygotowany na pytania dziecka. Wyprzedzać jego kroki. Choć może się zdarzyć, że czegoś nie wiem. Ale to uczy dziecka samodzielności w poszukiwaniu wiedzy. A rodzic musi mu wtedy zapewnić tylko dostęp do informacji.

Dużo podręczników ma pierwszoklasista?
– Więcej niż jego rówieśnicy. Ale nie podręczników, tylko książek, które pokazują mu świat z najciekawszej strony…

A wakacje?
– Nie ma takiego pojęcia. Dziecko nieustannie się rozwija. Miesiące letnie to po prostu czas, gdy uczymy się w innych miejscach…

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL