Nowy numer 42/2019 Archiwum

Czarny kot trzynastego w piątek

Zapraszam serdecznie do środka, dzień dobry. Oj, uwaga! Nie przez próg! Czy jesteśmy zabobonni? Na szczęście nie. Odpukać…

Ogłoszenie na internetowym Allegro: Odstąpię termin ślubu w kościele św. Anny na warszawskiej Starówce. Wspaniała niezapomniana data 07.07.07. Jedyna taka okazja w życiu! Cena wywoławcza: 1000 złotych. Ta oferta zaniepokoiła wiele par narzeczeńskich. Z jednej strony magiczne trzy siódemki, czyli szczęście murowane, a z drugiej feralna nazwa miesiąca: bez równie magicznej literki „r”. I co tu wybrać? Znaleźliśmy się w kropce: między zabobonem a zabobonem.

Do wózka przyczep kokardę
My, katolicy nad Wisłą, nie jesteśmy przesądni, ale na wszelki wypadek: panna młoda nie pokaże się przed ślubem narzeczonemu w sukni ślubnej, w kieszeni pana młodego nie może zabraknąć drobnych, które zapewnią dostatek rodzinie, a młodej parze nie wolno zawracać z drogi do kościoła, nawet jeśli o czymś zapomnieli. Aha! Jeśli obrączki (nie daj Boże!), upadną na posadzkę, podnieść je może wyłącznie ksiądz. Na weselu, po wzniesieniu pierwszego toastu, nowożeńcy powinni energicznie wyrzucić kieliszki za siebie. Rozbiły się z wielkim hukiem? Uff! Będzie powodzenie!

To wersja małżeńska. A teraz poradnik dla młodych rodziców: nie kupuj ubranek ani wózka przed narodzinami dziecka. Nie noś łańcuszka na szyi, bo dziecko będzie owinięte pępowiną i nawet jeśli masz romantyczną duszę, nie spoglądaj na księżyc, bo dziecko będzie łyse. Gdy już maluch głośnym krzykiem oznajmi, kto teraz grać będzie w rodzinie pierwsze skrzypce, do jego wózka przyczep koniecznie czerwoną kokardkę.

Ktoś przecież może zauroczyć twoje dziecko! By nie zapeszyć, odpukaj w niemalowane, zawróć, gdy czarny kot przebiegnie ci drogę, gdy zapomnisz jakiejś rzeczy i musisz wrócić do domu, koniecznie na chwilę usiądź, a widząc kominiarza, łap za guzik. Nie zdałaś matury? Wiem, to nie dlatego, że nie „siadły” ci pytania. Wszystko przez to, że po studniówce niepotrzebnie obcięłaś włosy. Ech, gdyby nie ta krótka grzywka...

Można tak pisać i pisać. Przesądy, fałszywe przekonania o istnieniu związków przyczynowo-skutkowych między różnymi zdarzeniami wdarły się mocno w nasze życie i stały się czymś normalnym. Tylko – myśląc racjonalnie – czy wracając po zgubę do domu, obowiązkowo na chwilkę siadając, „by nie zapeszyć”, nie wychodzimy przypadkiem na idiotów?

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • Artur
    13.09.2019 17:19
    A jednocześnie wspólnoty katolickie egzorcyzmujące Kroplę Beskidu... ;)
    doceń 1
  • gut
    13.09.2019 18:44
    \Przypadek jest tym, co losowi wypada z rąk. ;)
    Władysław Grzeszczyk\
    doceń 0
  • Dremor_
    14.09.2019 01:01
    Dremor_
    Jezus w Ewangelii powiedział wyraźnie, że nic co z zewnątrz przychodzi nie może uczynić człowieka nieczystym. A mimo to wielu katolików wierzy w moc złych przedmiotów, typu pentagram, płyta z muzyką, czy książka o Harrym Potterze. A jednocześnie żywe są "katolickie" zabobony, jak choćby wiara w niemalże magiczną moc szkaplerza, który ma zapewniać ochronę przez złym.
    doceń 0
  • gr3
    15.09.2019 11:17
    gr3
    Witanie się w drzwiach wiąże się z pewną polską tradycją. Gdy gospodarz miał zamiar ugościć przychodzącego zapraszał go do środka i wówczas się witał. Gdy np. nie miał czasu na pogaduchy i chciał sprawę szybko załatwić, witał się na zewnątrz. Takie witanie przez próg wprowadzało zdezorientowanie u gościa - wejść, czy nie wejść? Oczywiście dotyczy to drzwi wejściowych i nie ma sensu przy drzwiach wewnętrznych.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji