Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Nie wypada tego czytać

Ks. Artur Stopka: Czym się różni poważna gazeta od tabloidu?

Krystyna Mokrosińska: – Tabloidy stworzyły swoisty rynek, który zaistniał przed wojną i nazywał się „szmatławce”. W dobie walki konkurencyjnej tabloid to coś, co ociera się o prasę, ale tworzy własne gatunki, takie jak plotka, nie honoruje zasad etyki dziennikarskiej, odwołuje się wyłącznie do emocji czytelników – i to niezdrowych emocji i nie stosuje zasad rzetelnego dziennikarstwa.

Czy powinniśmy wierzyć w to, co piszą tabloidy?
– Co to znaczy „powinniśmy wierzyć”? To nie dotyczy nas, bo ja nie czytam tych gazet, ksiądz pewnie też, wielu ludzi nie czyta. Natomiast ci, którzy je czytają, nie zadają sobie tego pytania. I na tym polega nieszczęście. Ci którzy czytają tego typu pisma, kierują się emocją, wierzą w to i budują swój świat na podstawie plotki, pomówienia, sensacji. Chcą czytać o tym, co jest lekkie, łatwe, przyjemne i skandalizujące. Ich nie interesuje, czy to jest prawda, czy nie.

Takich ludzi są miliony...
– No są i dlatego wydaje mi się, że tutaj potrzebna jest edukacja społeczeństwa. Potrzeba wyjaśnienia, że to, co czytają w takich gazetach, nie jest informacją, tylko plotką. Trzeba zdecydowanych postaw wśród ludzi zainteresowanych pojawianiem się w mediach, także wśród dziennikarzy, postaw polegających na tym, że na przykład nie rozmawia się z Urbanem. Trzeba uświadamiać ludziom, że tabloidy mają mnóstwo spraw sądowych, przegranych spraw. Ta wiedza powinna dotrzeć do czytelników, tylko pytanie – jak?

Nie ma Pani wrażenia, że tabloidy są uwiarygodniane na przykład przez polityków, przez znanych, poważnych ludzi?
– Są uwiarygodniane, a równocześnie politycy często podają sprawy do sądu przeciwko tym pismom. Można przypomnieć na przykład wyrok w sprawie premiera Buzka za artykuł „Lewa kasa premiera”. Okazało się, że był to prowokacyjny tytuł, który miał kupić widownię. Bardzo wielu czytelników przeczytało wtedy tylko tytuł. Inny przypadek: w ramach prowadzonej przez jeden z tabloidów akcji ujawniania pedofilów (która zresztą później się skompromitowała) doszło do wydrukowania jako pedofila zdjęcia niewinnego człowieka. Oddał sprawę do sądu i wygrał. Nasze stowarzyszenie przyznało za ten przypadek tytuł „Hieny roku”.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji