Nowy numer 21/2022 Archiwum

Co zabija twój związek?

Do ks. Jana Pałygi, palotyna, na Skaryszewską w Warszawie przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Problemy, jakie mu powierzają, są najróżniejsze: zdrada, lęki, poczucie samotności w związku, brak akceptacji własnej osoby czy partnera.

Niektóre historie są tak dramatyczne, że brzmią jak scenariusz filmowy. Mocny scenariusz. Dramat męża, którego żona odkryła w sobie pociąg do kobiet, dramat choroby psychicznej, która rujnuje rodzinę… Wiele jest i banalnych historii: on zdradził, ona zdradziła, on pobił, ona zaczęła pić… W każdym takim „banale” jest morze ludzkiego cierpienia, niewyobrażalny ból i pytanie: uda się? Damy radę? A może dla nas nie ma już ratunku?

– Pracuję przez trzydzieści lat ze związkami niesakramentalnymi, przez długi czas z małżeństwami w kryzysie – opowiada ks. Pałyga. – I z całą pewnością stwierdzam: jeśli już dojdzie do rozwodu, prawie nie ma szans na ponowne zejście się pary. Mimo wielkiego wysiłku i prób „ratowania” małżeństw, zetknąłem się z dwoma takimi przypadkami. Najczęściej zresztą schodzą się ludzie starsi. Nie liczmy na to, że pomożemy zejść się rozwiedzionym. Po prostu róbmy wszystko, co się da, nie żałując czasu ani sił, by do rozwodu nie dopuścić. Tu jest wielka rola księży, Kościoła – pracujmy z rodzinami, zanim będzie za późno. Choć są oczywiście i happy endy: w grudniu ponowi przysięgę para, która wzięła ślub 25 lat temu, potem się rozwiodła, a niedawno… wzięła ponownie ślub cywilny.

W Centrum Pomocy Duchowej, w którym pracuje ks. Jan (i szereg ludzi dobrej woli – terapeutów, psychologów, duchownych) przychodzą porozmawiać, wyspowiadać się małżeństwa w kryzysie. Na stronę internetową Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR (www.sychar.alleluja.pl) weszło już ponad 120 tys. ludzi.

Anka (28 lat) i jej mąż Andrzej (33 lata) mieszkali w Warszawie. – Mieli wspaniały dom, pełen ciepła i ludzi… Anka zaszła w ciążę, wyczekiwaną, upragnioną. I nagle wiadomość, jak grom z jasnego nieba: on odchodzi – ma inną. Straciła dziecko. Świat się zawalił. Szukała pomocy i trafiła na stronę wspólnoty. Jednocześnie wyjechała za granicę – tu jej już nic nie trzymało. Wspólnota umocniła ją w trwaniu. – Warto trwać przy niewiernym mężu? – Przy pogubionym mężu… – mówi z przekonaniem. – Dzięki wspólnocie znalazłam siłę do przemiany siebie, sporo zrozumiałam, poznałam wspaniałych ludzi. Teraz Bóg jest na miejscu pierwszym. Potem mąż. A potem dopiero dzieci, praca i wszystko inne… Od roku znów są razem. Na razie bardziej na odległość, dojeżdżają do siebie, gdy tylko mogą. Gdy Ani skończy się kontrakt, zamieszkają razem znów na stałe w kraju. Będą nadal budować i odbudowywać…

– Rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy. – opowiada ks. Pałyga – Szczerze, czasem bardzo dramatycznie i ostro. Analizujemy problem. Potem kieruję parę do odpowiedniego specjalisty: gdy trzeba do psychologa, gdy trzeba – terapeuty od uzależnień. No i oczywiście spowiadam. Ile tu u mnie odbyło się spowiedzi…

Na odchodne dostają kilka „przykazań”: modlić się razem, choć raz w tygodniu. Odrzucić to, co nie pozwala na jedność, co rozprasza (np. zakończyć „niewinną” przyjaźń z koleżanką z pracy. Z takiej przyjaźni już nieraz, szczególnie gdy domowa „rzeczywistość skrzeczy”, bywały kłopoty. A od zdrady psychicznej do fizycznej naprawdę maleńki krok). No i oczywiście – spędzać razem więcej czasu…
– Brak czasu i pogoń za pracą zabiły już niejeden wspaniały związek. Niedawno prowadziłem sprawę pewnej rodziny. On – cały rok w rozjazdach. Ona –kobieta dojrzała. I ich dzieci – już dorosłe. Kobieta zdradziła – poznała kochanka w Internecie. Była tak samotna, opuszczona i pewnie nieszczęśliwa, że idiotyczny, przypadkowy związek wydał jej się spełnieniem marzeń – opowiada ks. Jan.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama