Nowy numer 42/2020 Archiwum

Gumowa wiara

Samochodowa apteczka pierwszej pomocy. Zwyczajna, ze sklepu z akcesoriami motoryzacyjnymi. Spis zawartości: opatrunek gazowy, opaska dziana, plaster opatrunkowy, prezerwatywa. Tak, prezerwatywa. W apteczce!

Dziś prezerwatywa w apteczce pierwszej pomocy to już nic takiego. Niedawno mieliśmy prowokację „artystyczną” w postaci kondomu umieszczonego w monstrancji. Autor, zapewne wbrew swoim intencjom, zilustrował niemal religijny stosunek dzisiejszych społeczeństw do antykoncepcyjnych dogmatów.

Katolik wierzący
Przed miesiącem „Gazeta Wyborcza” załączyła do numeru „Raport o antykoncepcji”. Na kolejnych stronach można sobie poczytać o zaletach i wadach środków plemnikobójczych, wkładek domacicznych, plastrów, zastrzyków i pigułek antykoncepcyjnych. Na końcu – metody naturalne. I tak samo – zalety i wady. Wady to, a jakże, „niska skuteczność”.

Żeby nie było wątpliwości, za czym opowiadają się twórcy przewodnika, na wstępie mamy wywiad z prof. Romualdem Dębskim z Kliniki Położnictwa i Ginekologii w Warszawie. – Moja ulubiona metoda, to metoda skuteczna – mówi. – Taka, która zabezpiecza kobietę przed niechcianą ciążą, tak żeby nie musiała sięgać po najbardziej drastyczną metodę planowania rodziny, jaką jest przerywanie ciąży”.

Troskliwość pana profesora o to, żeby nie nawinęły mu się pod skalpel żadne dzieci, jest godna pochwały. Trzeba jednak wprowadzić poprawkę: Aborcja nie jest metodą planowania rodziny, tylko braku rodziny.
Wróćmy jednak do przewodnika „Wyborczej”. Przy każdej metodzie jest tam informacja „dla kogo”. Przy metodach naturalnych napisano: „Dla wierzących katolików”. Uwaga słuszna, bo istotnie, niewierzących katolików też na tym świecie sporo. Reprezentują niewiarę praktyczną. W istnienie Boga, owszem, wierzą. Jednak w możliwość życia zgodnego z Jego wolą, wyrażoną w nauczaniu Kościoła, już nie.

Kościół mówi wprost: antykoncepcja to grzech. Mimo to spowiednicy przyznają zgodnie, że ze stosowania antykoncepcji ludzie spowiadają się „bardzo rzadko” lub „prawie nigdy”. – Nie należy z tego wyciągać wniosku, że ludzie nie stosują antykoncepcji. Po prostu nie uważają jej za grzech – zastrzega doświadczony duszpasterz, ksiądz Stefan Czermiński.

Wierność sytuacyjna
Ludzie sami się rozgrzeszają, bo współczesność niesie możliwość łatwych i tanich życiowych rozwiązań. Tak łatwych jak sięgnięcie po pigułkę lub prezerwatywę. Boleśnie doświadczyła tego Hania, przed kilkoma laty młoda, śliczna dziewczyna. Zawsze była wesoła i towarzyska. Takie nie mają kłopotów ze znalezieniem męża. Miała dziewiętnaście lat, gdy została mężatką.

Parę miesięcy później zachorowała. Choroba była widoczna gołym okiem, bo Hania zaczęła puchnąć. Monstrualnie. Wyglądało to tak, jakby nagle przytyła ze sto kilo. Po paru tygodniach znajomi przestali poznawać ją na ulicy. Ale to jeszcze nic. Wkrótce odszedł od niej… świeżo poślubiony mąż. Poszedł, bo co prawda ślubował miłość, wierność i tak dalej, ale wtedy ona wyglądała inaczej. Szczupłej ślubował. Mąż Hani to jedna z wielu ofiar antykoncepcyjnej mentalności. Bo mentalność antykoncepcyjna to coś znacznie większego niż tylko stosunek do ewentualnego potomstwa. Ona polega na traktowaniu świata, a zwłaszcza innych ludzi, użytkowo. Wszystko i wszyscy mają mi dostarczać przyjemności. A jeśli trzeba za to płacić, to tylko tyle, ile kosztuje gumka albo pigułka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama