Nowy numer 44/2020 Archiwum

Moim zdaniem

Wydawca „Machiny” całkowicie świadomie sprofanował na okładce pisma Czarną Madonnę. Zrobił to, by przyciągnąć uwagę mediów i przebić się do publicznej świadomości z informacją o powrocie tytułu na rynek (co nie jest rzeczą łatwą).

Jego ostentacyjne zdziwienie, czy wręcz zaskoczenie faktem, że obraził uczucia religijne milionów Polaków, nie są niczym innym, jak tylko dalszą częścią starannie wyreżyserowanej kampanii promocyjnej. Nie mamy tu do czynienia z jakimś nieporozumieniem, brakiem wrażliwości czy wyobraźni, ale z przeprowadzoną „na zimno” prowokacją. Z wyreżyserowanym skandalem.

Świadczy o tym choćby staranny wybór obiektu profanacji. Chodzi przecież nie tylko o słynący cudami obraz, ale o symbol tożsamości patriotycznej i religijnej, ważny dla większości Polaków. Wstrząśnięci prowokacją ojcowie paulini w specjalnym komunikacie przypomnieli, iż znak Ikony Jasnogórskiej pełnił w czasie rozbiorów nawet rolę godła narodowego. Wykorzystanie go na okładce jako „oprawy” dla gwiazdy współczesnej popkultury nie mogło pozostać niezauważone. Skandal i rozgłos był gwarantowany, zwłaszcza w czasie, gdy głównym tematem debaty publicznej są granice wolności słowa. I o to wydawcy chodziło.

Ta sprawa na pewno nie dotyczy granic wolności wypowiedzi artystycznej. Jest klasycznym przykładem nadużywania tej wolności w sposób całkowicie świadomy, celowy. Nie ma tu mowy o kontrowersji, wszystko jest jasne. Oczywiście bywa często tak, że symbole religijne funkcjonują w sferze publicznej, zwłaszcza reklamowej, jako pozbawione kontekstu znaki, a twórcy korzystający z nich nie mają ani złych intencji, ani nawet świadomości, że naruszają jakieś tabu. Na tej zasadzie wszystkie kampanie związane z okresem Bożego Narodzenia obficie czerpią z ikonografii religijnej. Bez względu na porę roku, można zresztą bezkarnie igrać w reklamach z diabłem i aniołem, przebierać aktorów w habity i sutanny, nie urażając niczyich uczuć, co najwyżej dobry smak.

Istnieje jednak niepisana granica, której się w reklamach nie przekracza. Jest nią symbolika będąca bezpośrednim obiektem kultu. Mnich kuszący pleśniowym serem nie należy do sfery sacrum, ale już Czarna Madonna zdecydowanie tak. Umieszczenie Jej wizerunku na okładce pisma w masce gazowej (jak to przed laty zrobił tygodnik „Wprost”) zostało uznane za ewidentne przekroczenie granic wolności wypowiedzi. Od tamtej awantury symbolika z samego centrum wiary, najważniejsze dla chrześcijan pojęcia i obrazy pojawiały się w polskich reklamach tylko wtedy, gdy ich twórcy świadomie dążyli do wywołania skandalu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama