Nowy numer 3/2021 Archiwum

Prorok jedzie do ojczyzny

Niemcy mają do Papieża pretensje nawet o AIDS w Afryce. Wielu ma też do niego żal o to, że nie jest Indianinem z Ameryki Południowej. Ale mimo to Niemcy czekają na Benedykta XVI.

Najważniejszy gość Dni Młodzieży, Benedykt XVI, jest rodakiem Johannesa i Rudolfa. Czy chłopcy z tego powodu odczuwają jakieś szczególne emocje? – Hmm... – Johannes patrzy porozumiewawczo na Rudolfa. – No cóż, tu, w Niemczech, ludzie patrzą na Papieża bardziej krytycznie niż za granicą. Nasza mama się cieszyła, gdy Niemiec został papieżem. Ale ja... Byłem trochę rozczarowany, że nie ma papieża z jakiegoś kraju, gdzie chrześcijaństwo jest bardziej żywotne, z Ameryki Południowej albo z Afryki. To by było bardziej uczciwe. A jeśli już Niemiec, to mniej konserwatywny – wyjaśnia w końcu.

Żonę przekona chyba sam Papież
Podobne zdania bardzo często słychać w niemieckiej telewizji. Powtarza je też wielu tutejszych katolików. Mówią, że to z powodu konserwatyzmu Jana Pawła II i Benedykta XVI Afrykę zabija fala AIDS. Podobno winne jest nauczanie obu papieży, że katolik nie może używać prezerwatyw. – Ale jednocześnie Niemcy zapominają o podkreślaniu przez papieży, że chrześcijanin nie może mieć trzydziestu partnerów seksualnych... – mówi Joanna Procek, Polka studiująca w Bonn. – Już się przyzwyczaiłam, że w Niemczech tak uważają nawet katolicy z przekonania, którzy angażują się w życie parafii. Niemcy nie lubią, kiedy im ktoś stawia granice – dodaje.

– A ja myślę, że po prostu żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie – uważa Walter Janik, Niemiec rodem ze Szwabii, kierownik katolickiego Domu Seniora w Berlinie. – Benedykt XVI mówi wprost, co jest białe, co jest czarne. Mówi, że aborcja i antykoncepcja są złem. Niemcy nie lubią, jak im ktoś mówi takie rzeczy, lubią wygodnictwo. Ale mimo to myślę, że wizyta Benedykta przyniesie konkretny efekt. Zostawi w Niemczech jakieś ziarenko – dodaje.

Pan Walter ma 46 lat. Na szyi zawsze nosi krzyżyk, który przed laty polecił zrobić jubilerowi. Mówi, że ma go i jako ozdobę, i jako świadectwo jego wiary. Jest jednym z tych niemieckich katolików, których wybór kardynała Ratzingera na Stolicę Piotrową autentycznie ucieszył. Natychmiast kupił i przeczytał te książki Ratzingera, których jeszcze nie znał. – Ale moja żona, ewangeliczka, już się nie cieszyła. Ona życzyłaby sobie, żeby sprawa ekumenizmu poszła dalej. Miała wątpliwości: „Co taki stary, konserwatywny dziadek może zrobić?” – wspomina – I co, przekonał ją pan? – Ja nie. To musiałby sam Papież zrobić! – uśmiecha się Walter.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama