Nowy numer 23/2023 Archiwum

Zero uległości wobec Putina

O terroryzmie Putina, zagrożeniu wojną atomową i stanie polskiej armii mówi gen. Roman Polko.

Problem w tym, że prędzej władzę przejmą jeszcze bardziej radykalni od Putina. Da się takie państwo pokonać?

Zachód musi robić swoje. Nie może okazywać słabości ani wysyłać sygnałów, że jest gotowy do uległości. Nie do przyjęcia są także rozmowy przywódców religijnych z patriarchą Cyrylem, który dokonuje zbrodni na własnej religii, bo błogosławiąc Putina jako naznaczonego przez Boga, popełnia grzech świętokradztwa. Z takim człowiekiem nikt nie powinien rozmawiać. Niedopuszczalne jest również, aby przywódca Rosji wyszedł z tego konfliktu z twarzą, w sytuacji gdy dokonuje zbrodni wojennych. Jedyne miejsce, gdzie można z nim rozmawiać, to  trybunał w Hadze. Pokazywanie Putinowi ścieżek wyjścia umacnia go. Świat musi być konsekwentny. Dysponujemy siłami konwencjonalnymi, Ukraina również jest w tym momencie bardzo dobrze uzbrojona. NATO nie musi używać broni jądrowej, by pokonać Rosję. Nikt nie chce zabierać temu krajowi choćby kawałka terytorium, ale też nie możemy pozwolić, by ktoś szantażował nas bronią nuklearną. Dozbrajanie Ukrainy, konsekwentna pomoc, budowanie systemów bezpieczeństwa, a jednocześnie pełna izolacja Putina i absolutna jedność świata w tej kwestii – to nasza broń.

A co, jeśli Putin zdecyduje się na użycie broni atomowej i nikt w Rosji mu w tym nie przeszkodzi?

Zadajmy sobie pytanie, jaki byłby właściwie cel użycia tej broni.

Zniszczyć Kijów, Charków, inne duże miasta… Zastraszyć, złamać morale Ukraińców… To plan minimum.

Ale jaki byłby tego cel?

A jaki był cel tego zmasowanego ostrzału w całej Ukrainie 10 października? Nic nie osiągnął, a jednak to zrobił. W sytuacji, gdy Putin nie radzi sobie na froncie, pozostaje mu broń jądrowa.

Tyle że nawet zniszczenie Kijowa potężnym ładunkiem nuklearnym nie pozwoli mu osiągnąć żadnego celu wojskowego. Z kolei Indie i Chiny zaczęłyby mocniej izolować się od Putina. Nic by nie osiągnął, a włączyłby do wojny NATO. Terenu Ukrainy w ten sposób nie opanuje, woli walki Ukraińców nie złamie, sił przeciwnika nie pokona. Mimo wszystko nawet taki desperat, jakim jest Putin, rozważa, czy mu się coś opłaca, czy nie. Użycie na dużą skalę broni jądrowej nie byłoby jednak czynnikiem zastraszającym. Tym bardziej że tworzone są plany NATO, które w odpowiedzi uderzyłyby siłami konwencjonalnymi i zniszczyłyby np. Flotę Czarnomorską. Po drugie – Zachód nie ograniczałby się w dostawach broni dla Ukrainy. Teraz, mimo że ciężka broń trafia do tego kraju, Ukraińcy nie otrzymują takiej, która może sięgnąć terytorium Rosji. To Rosja ma zasięg rakietowy obejmujący cały teren Ukrainy, a ten kraj z kolei ma zasięg ok. 100 km. Taka dysproporcja doprowadziła właśnie do niedawnych ataków. Ukraina nie ma czym niszczyć stanowisk startowych rakiet, z których jest atakowana.

Czy NATO na pewno by zareagowało? Przecież gdy Ukraińcy w lutym i marcu błagali o zamknięcie przestrzeni powietrznej, powtarzano argument, że będzie to oznaczało wejście w bezpośredni konflikt Sojuszu z Rosją. Ten argument nie zniknie w razie ataku jądrowego, przeciwnie, stanie się prawdziwszy.

Byłoby to jednak przekroczenie przez Rosję pewnej granicy, której nie można tolerować. Musiałyby zareagować organizacje międzynarodowe, jak ONZ.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Quantcast