Nowy numer 44/2020 Archiwum

Solidarność z Kaczyńskim

Zagrożeniem jest układ: premier i prezydent z PO – mówi Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ „Solidarność”.

Janusz Śniadek – mgr inż. mechanik, pracował jako projektant w biurze konstrukcyjnym stoczni w Gdyni

Przemysław Kucharczak: Lech Wałęsa skomentował poparcie NSZZ „Solidarność” dla Jarosława Kaczyńskiego, że to zdrada jego koncepcji związku. Co Pan na to?
Janusz Śniadek: – O panu prezydencie Wałęsie wypowiadam się zawsze z szacunkiem, zgodnie z przesłaniem biblijnej Księgi Syracydesa: młodzieńcy, szanujcie ojców. Pan prezydent zapomniał, że w 1990 r. kandydował na prezydenta z funkcji przewodniczącego „Solidarności”. Także w kolejnych wyborach miał poparcie związku. Stąd jego poglądy na apolityczność „Solidarności” to są rzeczy dla mnie nowe. Oskarżanie o zdradę to ostre słowa. Nigdy nie przysięgaliśmy wierności poglądom pana prezydenta.

Jednak czy związek zawodowy rzeczywiście jest od tego, żeby popierać konkretnego kandydata?
– NSZZ „Solidarność” nie jest zwyczajnym związkiem zawodowym. Narodził się z wartości, wierności Bogu i Ojczyźnie, miał wielkie wymiary: wolnościowy i społeczny. Taki rodowód zobowiązuje nas do zabierania głosu w najważniejszych sprawach dla Polski, dlatego wypowiadaliśmy się w sprawie wszystkich wyborów prezydenckich po 1989 roku. Poparliśmy program „Solidarnej Polski”, nie tylko konkretnego kandydata.

Jednak nie wszyscy członkowie związku chcą głosować na Jarosława Kaczyńskiego. Niektórzy w pierwszej turze będą chcieli zademonstrować poparcie dla Marka Jurka, innym jest bliżej do Bronisława Komorowskiego.
– Mam tego świadomość, związek jest pluralistyczny. Według badań ponad 60 proc. członków związku popiera Jarosława Kaczyńskiego, Bronisława Komorowskiego kilkanaście procent, jest też spora grupa niezdecydowanych. W stanowisku Komisji Krajowej napisaliśmy, że szanując indywidualne wybory wszystkich członków związku, wskazujemy osobę Jarosława Kaczyńskiego jako tę, która daje największą gwarancję realizacji programu „Solidarnej Polski”. Nie odmawiamy nikomu prawa do powoływania się na swój solidarnościowy rodowód. Jednak prezydent może być tylko jeden. Wskazaliśmy Kaczyńskiego, bo dzisiaj on ma największe szanse na zwycięstwo nad Komorowskim, którego prezydentury bardzo się obawiamy.

Dlaczego?
– Zagrożeniem jest układ, w którym obok rządzącej Platformy prezydentem zostaje kandydat tej partii.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama