Nowy numer 44/2020 Archiwum

Testament spod Smoleńska

Półtora miesiąca po katastrofie myślą o tym, jak kontynuować dzieło swoich bliskich. Rodziny tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem, chcą wypełnić ich testament.

Podpisują listy, domagają się wyjaśnienia przyczyn katastrofy, czy, jak córka prezydenta Marta Kaczyńska, myślą o zakładaniu fundacji. Ale także – po prostu – chcą być lepszymi ludźmi.

Świat się dowiedział
– Cały czas się zastanawiam, czego życzyłby sobie mój ojciec? – zwierza się „Gościowi” mecenas Małgorzata Wassermann, córka posła PiS Zbigniewa Wassermanna. – Myślę, że chciałby mi przekazać, jak życie jest krótkie i kruche. I że nie warto go poświęcać na jałowe spory. Ale jedna ważna rzecz, której życzyli sobie pasażerowie tamtego samolotu, już się stała: świat dowiedział się o Katyniu. Choć bolesne jest to, że potrzeba było aż tak dużej ofiary. Sądzi, że na jej miejscu ojciec szukałby prawdy o katastrofie. Dlatego ustanowiła pełnomocnika, który będzie ją reprezentował w śledztwie, tak by mieć wgląd w część materiałów. Przebiegu polskiego śledztwa chce też pilnować Andrzej Melak, brat zmarłego w katastrofie Stefana Melaka, przewodniczącego Komitetu Katyńskiego. Walka o historyczną prawdę od zawsze zajmowała rodzeństwo. – Naszą największą pasją było odkrywanie i wyjaśnianie do końca sprawy katyńskiej, walka o ujawnienie dokumentów i kultywowanie pamięci o pomordowanych – mówi Andrzej Melak. – W lipcu 1981 roku postawiliśmy na warszawskich Powązkach pierwszy w Polsce pomnik katyński, wykonany przez naszego brata Arkadiusza. Po kilku godzinach został usunięty w wyniku interwencji Moskwy, ale pamięć o nim przetrwała. Wrócił czternaście lat później.

W obronie pilota
Zdaniem Andrzeja Melaka ostatnie posunięcia Rosji w sprawie Katynia to żaden przełom. – Dokumenty, które zostały nam przekazane, są znane od kilkunastu lat. Natomiast w liście do Strasburga Rosjanie napisali o „incydencie katyńskim”…Teraz jednak trudniej będzie ukryć prawdę. Andrzej Melak twierdzi, że gdyby jego brat wiedział, jakie owoce przyniesie jego ofiara, z pokorą oddałby życie. Sam stawia sobie jeszcze jedno zadanie: dążyć do wyjaśnienia przyczyn smoleńskiej katastrofy. Podpisał m.in. list otwarty w obronie kpt. Arkadiusza Protasiuka. „Osoby kierujące kluczowymi dla wyjaśnienia sprawy instytucjami nie mogą ulegać łatwej pokusie obciążenia winą pilota i pozostałych członków załogi” – czytamy w liście. Sygnatariusze listu zwracają uwagę na nieobecność przedstawicieli administracji rządowej na pogrzebie pilota (jedynym reprezentantem rządu był gen. Artur Kołosowski, dyrektor sekretariatu Ministra Obrony Narodowej). „Jest to szczególnie bolesne i dwuznaczne w sytuacji, gdy jednocześnie Marszałek Sejmu, wykonujący obowiązki Prezydenta RP, odznaczył poległego pilota Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a Minister Obrony Narodowej awansował go pośmiertnie na stopień majora” – podkreślają sygnatariusze, wśród których są także Bartosz Fetliński, Ewa i Marta Kochanowskie, Zuzanna Kurtyka z synami, Gabriela Melak i Bożena Mikke.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama