Nowy numer 32/2020 Archiwum

W matni

Śledztwo w sprawie porwania i zamordowania Krzysztofa Olewnika było egzaminem dla państwa, który nie został dobrze zdany.

Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku, która bada niewyjaśnione dotąd okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, uznała, że trzeba ponownie zbadać DNA zwłok odnalezionych jesienią 2006 r. w Różanie na Mazowszu. W ubiegłym tygodniu doszło do ekshumacji zwłok na cmentarzu w Płocku. Trwają obecnie ich badania. W sprawie, która nigdy nie została wyjaśniona do końca, pojawiają się więc nowe pytania, nie tylko dotyczące rzeczywistego przebiegu zbrodni, jej mocodawców, ale także tła społecznego.

Ginie człowiek
Było po północy 27 października 2001 roku. W domu młodego biznesmena Krzysztofa Olewnika właśnie skończyło się przyjęcie grillowe, urządzone m.in. dla policjantów z pobliskiego Płocka i Sierpca. Któryś z gości przed wyjściem zostawił otwarte balkonowe drzwi, ale w taki sposób, że klamka znajdowała się w pozycji drzwi zamkniętych... Kiedy goście opuścili dom, przez te właśnie drzwi do środka wdarli się kryminaliści, którzy czekali dotąd ukryci na pobliskim polu kukurydzy. Krzysztof dostał w głowę kolbą pistoletu maszynowego. Został porwany i następne dwa lata spędził w piwnicy i w betonowej studzience, przykuty łańcuchem do ściany. W końcu bandyci go udusili.

Skoro kryminaliści odważyli się porwać człowieka będącego w tak zażyłych stosunkach z policjantami, musieli współpracować z ważnymi oficerami policji. Potwierdził to też sposób prowadzenia śledztwa. Policjanci nie zbierali nawet odcisków palców. Nie zainteresowali się śladami, wiodącymi prosto do porywaczy. Badali głównie hipotezę, że Krzysztof sam się uprowadził – zwłaszcza że w aktach śledztwa był billing, według którego chłopak już po porwaniu kontaktował się z siostrą. Problem w tym, że ten billing ktoś sfałszował i podrzucił do akt... Policjanci obiecali, że będą obserwować przekazywanie okupu bandytom przez siostrę i szwagra Krzysztofa, ale wcale się nie zjawili. Lista błędów policji i prokuratury jest ogromna.

Kiedy bezpośredni mordercy Krzysztofa wreszcie zostali złapani, okazali się ludźmi nadzwyczaj wrażliwymi i po kolei powiesili się w więzieniach. Tak przynajmniej orzekli biegli, jednak mało kto im uwierzył. Jako pierwszy stracił życie herszt bandy Wojciech Franiewski, który wiedział najwięcej o prawdziwych zleceniodawcach. Przed śmiercią pisał do sądu, że boi się o życie: „Okaże się, że zatrułem się kiełbasą albo przedawkowałem narkotyki”. Później w celach znaleziono jeszcze trupy jego pomocników: Sławomira Kościuka i Roberta Pazika.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się