Nowy numer 48/2020 Archiwum

Stronnicza relacja „Gazety Wyborczej”

W „Gazecie” 10 września ukazał się nierzetelny i tendencyjny artykuł pod tytułem "Czy można księdza nazwać zabójcą?". Do redakcji „Gazety” wysłaliśmy polemikę, której skróconą wersję publikujemy również u nas.

Już tytuł artykułu Małgorzaty Goślińskiej jest tendencyjny. Sugeruje on, że GN nazwał Alicję Tysiąc zabój-czynią. Tymczasem takie sformułowanie nie padło w żadnym zamieszczonym w naszym tygodniku tekście, w myśl zasady, że oceniamy grzech, a nie grzesznika. Dziennikarka GW omawia publikacje GN tak, jak je interpretuje adwokat Alicji Tysiąc. Nie dodaje jednak, że jest to zdanie jednej ze stron procesu, a nie bezsporny fakt. Red. Goślińska pisze: „Gancarczyk własnym piórem zestawił matkę z esesmanami z Auschwitz”. Tymczasem artykuł, o którym mowa, był tzw. wstępniakiem, omawiającym różne teksty zamieszczone w numerze. Oprócz tekstu o wyroku Trybunału w Strasburgu w sprawie Alicji Tysiąc kontra państwo polskie w numerze znajdował się reportaż o pamiętnikach esesmana z Auschwitz. W pamiętnikach opisujących wypoczynek esesmanów nie ma śladów wyrzutów sumienia tych ludzi. Ks. Gancarczyk napisał, że sędziowie Trybunału wykazują się po wydaniu wyroku takim samym spokojem sumienia. Może to zostać uznane za obraźliwe w stosunku do sędziów, ale nie ma nic wspólnego z oceną działania Alicji Tysiąc.

Red. Goślińska w fałszywy sposób przedstawia pracę „Gościa Niedzielnego”. Pisze: „Okazało się, że ani naczelny, ani inni autorzy spornych artykułów nie zbierali do nich materiałów, tylko opierali się na publikacjach w innych gazetach. Nie konsultowali się z prawnikami. Nie rozmawiali nawet z Tysiąc, nie pytali ją o zgodę na używanie nazwiska czy zdjęcia”. Sugeruje to brak profesjonalizmu dziennikarzy GN. Tymczasem oprócz tekstów informacyjnych, istnieją także teksty publicystyczne, które nie wnoszą żadnej nowej informacji, lecz wyrażają opinię o jakimś problemie. W sali sądowej była mowa tylko o tym, że GN nie podjął prób odkrycia nowych faktów związanych z decyzją Alicji Tysiąc o aborcji. Opierając się na powszechnie znanych faktach, dokonał jednak swojej oceny. Autorzy tekstów w GN zbierali materiały do tej publicystyki, rozmawiając z wieloma specjalistami z różnych dziedzin, również – wbrew słowom red. Goślińskiej – z prawnikami. Była o tym mowa w sali sądowej. Była również mowa o tym, że dziennikarze GN prosili o wypowiedź Alicję Tysiąc, spotkali się jednak z odmową.

„Masz poglądy? To bierz pióro i pisz! Najlepiej tak, żeby bolało. Na tym polega wolność słowa – nie według brukowców, ale katolickiego czasopisma »Gość Niedzielny« – pisze red. Goślińska na początku tekstu. Alicja Tysiąc sama przyznała, również w sądzie, że zamierzała dokonać aborcji. GN nie napisał więc nic, co byłoby nieprawdą. Spór między Alicją Tysiąc i jej zwolennikami a ludźmi o światopoglądzie katolickim polega więc na rozumieniu, czym jest aborcja i czy możemy określać ją jako zabijanie nienarodzonych. Jest to więc spór światopoglądowy, który należy prowadzić w publicznych dyskusjach, m.in. w mediach, a nie w salach sądowych. I to miał na myśli pełnomocnik GN, gdy mówił o wolności słowa. Tymczasem w interpretacji dziennikarki GW wygląda to tak, jakby opowiadał się po prostu za brutalizacją języka. Dziwimy się, że „Gazeta Wyborcza” w tym przypadku podchodzi z taką rezerwą do obrony wolności słowa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama