Nowy numer 38/2021 Archiwum

Pani Jadwiga z telefonem

86-letnia Jadwiga Sobol od 12 lat pomaga innym. – Wcześniej byłam młodsza i pełna energii, teraz sił ubywa – mówi. – To tak jakby Pan Bóg chciał zaznaczyć, że nie na ludzkich siłach opiera swoją moc.

W 1997 – roku wielkiej powodzi – założyła Akcję Bezpośredniej Pomocy Głodującym. Dla chętnych z całego kraju. Nie ma biura, fundacji, konta bankowego. Pośredniczy w kontaktach między ludźmi znajdującymi się w trudnej sytuacji materialnej i życiowej a tymi, którzy chcą pomagać. Dzięki niej wsparcie uzyskało 5 tys. potrzebujących. Większości z nich nie widziała, bo najczęściej odbiera telefony i listy. W skromnym mieszkaniu na obrzeżach Warszawy mieszka z córką Teresą i trojgiem wnucząt: 26-letnim Grzesiem, 22-letnią Agnieszką i 21-letnim Piotrem. Obaj chłopcy cierpią na autyzm. Grześ z bardzo dobrym wynikiem skończył szkołę specjalną. Żeby podtrzymać jego aktywność, nieraz zamienia się w nauczycielkę i prowadzi z nim domowe lekcje matematyki. Stara się wszystkie sprawy akcji załatwić do 15.00, kiedy wracają dzieci.

Jej „sztab dowodzenia” to mały pokój, w którym śpi. Rozmawiamy w gościnnym, bo tu, jak mówi – więcej powietrza. Na zarzuconym korespondencją stole stara maszyna do pisania. – Babcia nie chce się szkolić i pisze tradycyjnie – usprawiedliwia się. Do pracy niezbędny jest jej jeszcze telefon i kserokopiarka. Ta „pomoc głodującym”, wspomniana w nazwie akcji, ma znaczenie metaforyczne. – Głód to nie tylko brak pokarmu, wielu cierpi głód duchowy – wyjaśnia. – Potrzebują okazania serca. Inwalida czeka, żeby zrobić mu zakupy, pomóc się umyć, czy zawieźć do lekarza. Starsza osoba po prostu chce z kimś porozmawiać. Z półki i papierowej tablicy patrzą na panią Jadwigę święci – patroni ubogich: św. Teresa od Dzieciątka Jezus, św. Brat Albert, bł. Matka Teresa z Kalkuty i najważniejsza – Matka Boska Fatimska. – Codziennie proszę „Matko, prowadź” – zwierza się pani Jadwiga. – I Ona prowadzi.

Rozmowa z Matką Bożą
Kiedy w 1996 r. po kraju pielgrzymowała figura Matki Bożej Fatimskiej, pani Jadwiga wyszła z wnukami na Jej powitanie w parafii. I wtedy pomyślała, że wszyscy zanoszą prośby do Maryi, a mało kto zastanawia się, co sam mógłby dla Niej zrobić. – Po powrocie do domu przyszła mi myśl o założeniu Akcji – wspomina. Poszła z tym pomysłem do ks. Krzysztofa Uklei – szefa Caritas diecezji praskiej, która została patronem przedsięwzięcia. – Jeśli to sprawa Boża, to przetrwa, jeśli ludzka – zginie – powiedział. W następnym roku przyszła klęska powodzi. W mediach podała swój numer telefonu z apelem o pomoc powodzianom i jak łącznik pośredniczyła między ofiarami kataklizmu a chcącymi ich wesprzeć. Także po tegorocznych powodziach w szarej teczce wiązanej na tasiemki zebrała 30 danych chętnych do pomocy. Na papierze w kratkę można odczytać wypisane kaligraficznym pismem nazwiska, telefony zgłaszających się. Jedni chcą służyć samochodem, podarować meble czy materace. Właściciel sklepu szykującego się do likwidacji chce oddać cały asortyment ubrań. Niestety, lista powodzian nadal jest pusta, a niewykorzystana pomoc czeka.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama