Nowy numer 43/2020 Archiwum

U stóp czarodziejskiej góry

„Każdemu jego Everest” – tak brzmi motto fundacji „Czarodziejska góra”, która od lat pomaga przełamywać własne słabości i pokonywać granice, wydawałoby się, nieosiągalne.

Spokojnie, ta lina utrzyma dwie tony – Gniewko uspokaja Bartka, który za chwilę zjedzie z 30-metrowej skały. Nie pierwszy raz w swoim życiu chłopak stoi na krawędzi. Już kiedyś tam był, ale zabrakło liny, uprzęży i dłoni, która by uratowała go przed upadkiem.

Człowiek godny zaufania
Bartek jest w trakcie terapii. Leczy się z uzależnienia. – Nie wypytujcie o przeszłość. Oni nie będą o tym mówić – ostrzega Robert Kaźmierski, założyciel fundacji „Czarodziejska góra”. To jemu Bartek powierzy za chwilę swoje życie. Jeszcze krok i zawiśnie nad przepaścią. – Spokojnie, usiądź w uprzęży i zjeżdżamy – zachęca Robert. – Czego się boisz? – pyta. – Boję się, że stanowisko nie wytrzyma, lina się urwie i spadnę – mówi przez zaciśnięte zęby, ale powoli schodzi. Zaufał… Robert od 20 lat wspina się w górach całego świata. Jest instruktorem Polskiego Związku Alpinizmu. Ma ogromną wiedzę i doświadczenie. Szkoli młodzież i dorosłych.

Wyróżniają go spokój, cierpliwość i indywidualne podejście do każdego uczestnika. Podopieczni z każdym dniem przekonują się, że jest człowiekiem godnym zaufania. W 2004 roku wraz z Ewą Konczal – również entuzjastką górskich wypraw – założył fundację „Czarodziejska góra”. Połączyły ich wspólna pasja i chęć niesienia pomocy tym, którzy jej potrzebują. Ewa twierdzi, że jeśli komuś żyje się lepiej niż innym, powinien dzielić się swoją wiedzą, umiejętnościami, możliwościami. Te przekonania mają odbicie w działalności fundacji. W Mniszkowie, leżącym w okolicach Rudawskiego Parku Krajobrazowego, 20 km od Jeleniej Góry, Ewa i Robert prowadzą regularnie obozy wspinaczkowe dla osób z problemami. Robert wspinaczką zaraził również syna Gniewka. Wcześniej (od 2000 r.) organizowali takie obozy w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Wychodząc z zamknięcia
Zaczęło się od dzieci i młodzieży cierpiących na autyzm. U 20-letniego Kuby z Gdańska tę chorobę zdiagnozowano, gdy miał 2,5 roku. – Nie jest łatwym dzieckiem, a dostępne metody terapii nie przynosiły większych efektów – mówi Hanna Dobrowolska, mama Kuby. W tym roku Kuba już piąty raz wyruszy z rodzicami na obóz wspinaczkowy „Czarodziejskiej góry”. – Syn czeka na ten wyjazd. To dla niego ogromna motywacja do pracy. Dzięki temu przez cały rok uczy się, chodzi do szkoły – zapewnia H. Dobrowolska. Przyznaje jednak, że na początku towarzyszyły jej poważne obawy. – Przed pierwszym wyjazdem Kuba denerwował się, gdy ktoś podchodził zbyt blisko niego. Miał problemy z utrzymywaniem kontaktu.

W czasie wspinaczki kontakt i porozumienie to podstawa. Ktoś musi podejść, żeby założyć uprząż. Fachowo ją przywiązać, żeby zapewnić bezpieczeństwo. Na początku Kuba denerwował się, ale udało się ten strach przełamać. Potem przyszedł czas na przełamywanie bariery mowy. Kuba starał się komunikować z instruktorem, który wraz z nim się wspinał. Z czasem okazało się, że w trudnych momentach potrafił krzyczeć z góry nawet pełnymi zdaniami do osoby, która go na dole asekurowała. – Oniemiałam – mówi pani Hanna. – To niesamowite, kiedy przez lata nie słyszy się praktycznie głosu dziecka, a ono nagle zaczyna mówić logicznie, adekwatnie do sytuacji. Ważne też, że udaje mu się osiągnąć założony cel, bo u Kuby nie ma mowy o zatrzymaniu się w połowie drogi i w „Czarodziejskiej górze” dobrze o tym wiedzą.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama