Nowy numer 43/2020 Archiwum

Polski Sejm jest niemy

O tym, czy polska konstytucja jest jeszcze ważna i o wnioskach dla Polski płynących z wyroku niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie traktatu lizbońskiego z prawnikiem prof. Krystyną Pawłowicz* rozmawia Jarosław Dudała

Jarosław Dudała: Kiedy ponad rok temu zadała Pani w „Rzeczpospolitej” pytanie, czy polska konstytucja jest jeszcze ważna, koledzy prawnicy patrzyli na Panią pewnie jak na wariatkę…
Prof. Krystyna Pawłowicz: – W odpowiedzi na mój artykuł prof. Piotr Winczorek napisał ironicznie: „Larum, Unia u wrót!”. Gdy na konferencjach naukowych mówię krytycznie o koncepcji Unii, często spotykam się z nieprzyjemnymi reakcjami. Ale, niestety, rzadko kto chce ze mną dyskutować rzeczowo. Nikt mnie otwarcie w nauce prawa nie popiera, choć czasem po cichu koledzy mówią, że mam rację.

Jednak niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny wydał w sprawie traktatu lizbońskiego wyrok, wprawdzie nie całkowicie zbieżny, ale zbliżony do Pani poglądów. Czy ma Pani satysfakcję?
– Ten wyrok przyznaje mi rację, ale nie daje satysfakcji, bo nie spowodował żadnej reakcji władz polskich, mającej na celu analogiczną ochronę suwerenności Polski i reguł demokracji, czyli wpływu narodu (naszego parlamentu) na unijne decyzje, dotyczące także Polski. Niemcy bronią swego ustroju i konstytucji, którą szanują i jej przestrzegają. W Polsce takiego szacunku i przestrzegania konstytucji nie ma. Nie jest to konstytucja dobra, bo jej niektóre fragmenty są ze sobą sprzeczne. Na przykład na początku czyni z suwerenności dobro najwyższe, a w dalszych postanowieniach pozwala się tej suwerenności pozbywać na rzecz niejasnych struktur zagranicznych. Nie precyzuje przy tym wyraźnych granic dla takich działań. Ale w dzisiejszych okolicznościach bronię tej konstytucji jak mogę, zwłaszcza postanowień mówiących, że „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej” i że „władza zwierzchnia należy do Narodu”, bo te normy są dziś w najwyższym stopniu naruszane. W Niemczech nie byłoby to możliwe.

Mecenas Stefan Hambura pisał niedawno w „Rzeczpospolitej”, że polskie rozwiązania konstytucyjne są podobne do niemieckich i skoro niemiecki trybunał uzależnił zgodę na ratyfikację traktatu lizbońskiego od przyjęcia ustaw gwarantujących prawu niemieckiemu nadrzędność względem prawa unijnego, to podobną ustawę należałoby przyjąć także w Polsce. Co Pani na to?
– Rozwiązania polskie i niemieckie nie są identyczne, ale ich sens jest taki sam. W obu państwach obowiązuje system demokratyczny, oparty na zasadzie trójpodziału władz i zwierzchniej roli parlamentu nad rządem. W Polsce, podobnie jak w Niemczech, obowiązują jednak przepisy ustawowe, które tych reguł demokracji nie spełniają. Pozbawiają one parlamenty narodowe wpływu na decyzje unijne. Znaczy to, że parlamenty same zrzekły się swych konstytucyjnych kompetencji na rzecz rządów. W Niemczech trybunał to zakwestionował i nakazał przywrócić reguły demokratycznego wpływu Niemców na sposób funkcjonowania Unii. Nakazał uchwalić w tym celu odpowiednie ustawy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama