Nowy numer 49/2020 Archiwum

Euroszachownica

Przed nami 5 lat z nowym Parlamentem Europejskim. W tym czasie w całej Unii musi rozstrzygnąć się spór o dalszy kierunek integracji europejskiej. Czy wyniki wyborów pomogą Europie ruszyć z martwego punktu?

Europa skręca na prawo. Europejska lewica w odwrocie. Nacjonaliści i eurosceptycy zdobywają Strasburg. Zielone światło dla ksenofobów... To tylko niektóre z haseł, jakie od dwóch tygodni goszczą na łamach europejskiej prasy. Można odnieść wrażenie, że w Unii Europejskiej nastąpiło jakieś radykalne przesilenie i w najbliższych latach będziemy świadkami nowego otwarcia w polityce europejskiej. Tymczasem ani to rewolucja w składzie Parlamentu Europejskiego, ani jego rola nie taka pierwszorzędna w decyzjach, jakie zapadną w najbliższym czasie.

Prawa noga
W większości krajów członkowskich UE wygrały partie centroprawicowe, które w Parlamencie Europejskim wchodzą w skład Europejskiej Partii Ludowej-Europejskich Demokratów (ang. skrót EPP-ED). Są to m.in. niemiecka CDU i CSU, francuska UMP, węgierska Fidesz i polska PO i PSL. EPP-ED nazywana jest w skrócie chrześcijańską demokracją, choć termin ten ma różne znaczenie w różnych krajach, a praktyka i poglądy wielu jej członków pokazują nierzadko, jak myląca to może być nazwa. Wyniki wyborów sprawiają, że ta największa frakcja w PE zwiększyła przewagę nad socjalistami i wpływ na prace europarlamentu. To między dwoma politykami chadecji – Włochem Mauro Mario i Polakiem Jerzym Buzkiem – toczy się rywalizacja o fotel przewodniczącego PE. To EPP-ED będzie miała największy wpływ na obsadzenie komisji parlamentarnych. Europejska Partia Ludowa jest zdecydowaną zwolenniczką ścisłej integracji europejskiej, dlatego też jej priorytetem było i nadal będzie lobbowanie za jak najszybszym wprowadzeniem w życie traktatu z Lizbony. Dokument, który na razie jest zablokowany z powodu irlandzkiego NIE w referendum, jest poważnym krokiem w kierunku stworzenia z UE federacji, czegoś na kształt Stanów Zjednoczonych Europy. Traktat lizboński wzmacnia także rolę Parlamentu Europejskiego, bez którego niemożliwe będzie wprowadzenie w życie większości unijnego prawa (obecnie PE współdecyduje tylko w zakresie budżetu Unii, wspólnego rynku, badań naukowych i kilku innych sprawach). EPP-ED reprezentuje zatem wolę większości rządów i parlamentów Unii, które ratyfikowały już – najczęściej ponad głowami obywateli – traktat lizboński.

Sami swoi
Drugą co do wielkości frakcją w PE pozostanie Partia Europejskich Socjalistów (PES), zrzeszająca partie socjaldemokratyczne i socjalistyczne (m.in. polska SLD, francuska PS, niemiecka SPD czy brytyjska Partia Pracy). Europejscy wyborcy dali wyraźny znak, że socjaliści mają mieć mniejszy wpływ na współtworzenie unijnego prawa i bardziej lub mniej poważnych rezolucji (PES straciła kilkadziesiąt mandatów poselskich), ale to ciągle ponad 160 eurodeputowanych, których nie da się po prostu ignorować. Poza tym całkiem sporą reprezentację wprowadzili Zieloni, którzy w wielu sprawach, zwłaszcza dotyczących tzw. zwalczania dyskryminacji w Europie (sprowadzającego się najczęściej do promocji homoseksualizmu i aborcji) głosują podobnie jak PES. Jest szansa, że to nie lewica będzie nadawać ton europejskiej debacie, ustępując wyraźniej centroprawicy i konserwatystom. Jest jednak rzecz, która łączy obie strony: zarówno socjaliści i Zieloni, jak i chadecja są za traktatem z Lizbony, a więc za ściślejszą integracją. W tym sensie trudno mówić o jakimś radykalnym przesileniu. Jeśli dodać do tego dość znaczną frakcję europejskich liberałów (ALDE), również prolizbońską, można śmiało powiedzieć, że wybraliśmy Parlament bliźniaczo podobny do poprzedniego. W kluczowych sprawach sami socjaliści i chadecy najczęściej głosują zgodnie; reszta albo się przyłącza, albo symbolicznie wyraża odmienne zdanie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także