Nowy numer 49/2020 Archiwum

Konsumencka siła

Grupka internautów udowodniła coś niesamowitego: zwykły człowiek, który czuje niesmak, oglądając wulgarną reklamę, ma wpływ na jej usunięcie.

Chodzi o Stowarzyszenie Twoja Sprawa. Ledwie założyła je grupka znajomych z Warszawy i okolic, już w internecie zebrało się wokół nich 1100 osób. Ci ludzie, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba, piszą listy elektroniczne do firm. Zaznaczają w nich grzecznie, że ich zdaniem, reklama przekracza granicę dobrego smaku. W kulturalny sposób dołączają kilka argumentów.Myślisz, że to nieskuteczne i bez sensu? Jesteś w błędzie. Okazało się, że w części przypadków to wystarcza. Aktywność zwykłych ludzi, którzy po prostu robią coś razem, wywiera wrażenie nawet na wielkich korporacjach.

Masz wpływ
Kim są założyciele tego stowarzyszenia? Ania Olasik pracuje jako tłumacz języków angielskiego i francuskiego w firmie prawniczej. Zbyszek Korba to prawnik, a przy okazji naczelnik Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”. Rafał Porzeziński jest dziennikarzem. Jest kilka młodych matek, które zawiesiły karierę zawodową i wychowują dzieci. – Jesteśmy w różnym wieku, ale większość z nas parę lat temu skończyła studia i ma teraz po 30, 35 lat – mówi Anna Olasik. – Niektórzy z nas jeszcze nie założyli rodzin, inni już mają dzieci, zazwyczaj małe – charakteryzuje swoich przyjaciół. Nie ze wszystkimi spotkała się twarzą w twarz, ale dobrze się znają dzięki internetowi. – Chcemy zmobilizować ludzi, wyrwać z poczucia, że na nic nie mają wpływu. Bo mają! – mówi Zbigniew Korba. – Sami pisaliście o zwykłych ludziach spod Rzeszowa, którzy założyli komitet Contra in Vitro, napisali projekt ustawy całkowicie zakazującej sztucznego zapłodnienia i zaczęli zbierać podpisy. I nagle okazało się, że z całej Polski napłynęło do nich aż 150 tys. podpisów. W Polsce są ogromne rzesze katolików, którzy nie mają pojęcia, że naprawdę mogą mieć wpływ na to, co dzieje się wokół nas – tłumaczy.

Reklama znika
Ludzie ze Stowarzyszenia Twoja Sprawa też mają na koncie pierwsze sukcesy. Pod koniec zeszłego roku, gdy stowarzyszenie było jeszcze w fazie rejestracji, na wiatach przystanków w Warszawie zawisły reklamy pisma CKM. Tego samego dnia twórcy stowarzyszenia uznali, że ta reklama jest wulgarna i przekracza gra-nice, które dotąd w polskiej reklamie nie były naruszane. Włączyli więc komputery i rozesłali do około dwustu znajomych maile z prośbą, żeby zareagowali. W następnych godzinach do zarządu transportu miejskiego oraz do zastępcy prezydenta Warszawy zaczęły napływać listy elektroniczne z bardzo grzecznie wyrażaną prośbą o interwencję. Listy nie były identyczne, bo każdy z piszących starał się użyć jakiegoś własnego argumentu. Ludzie pisali, że takie reklamy psują dzieci, że dewastują porządek społeczny i uwłaczają godności kobiet. – Kiedy do jakiejś instytucji przyjdą dwa albo pięć takich listów, to nikt się tym nie przejmie. Ale jeśli tych listów jest kilkadziesiąt, to już jest coś – mówi Anna Olasik. – Adresat czyta i myśli: skoro kilkudziesięciu ludziom chciało się usiąść i napisać indywidualny list, to za nimi stoją setki innych ludzi, którzy myślą podobnie – dodaje. Urzędnicy miejscy zainteresowali się sprawą. A kilka godzin później także szefowie prywatnej firmy, która była właścicielem wiat przystankowych, uznali racje protestujących. – Reklamy zostały wtedy w całej Warszawie zdjęte w jedną noc. Okazało się, że nie trzeba było żadnej wielkiej akcji. Wystarczyło wyrażenie opinii, po-parte rozsądnymi argumentami – mówi Rafał Porzeziński, rzecznik stowarzyszenia.

Nie zrzędzimy
Ania Olasik robiła takie akcje już od kilku lat, ale na mniejszą skalę. Przed powstaniem stowarzyszenia listy do firm pisało około dwustu znajomych, którzy nazywali swoją nieformalną inicjatywę „Akcja-reakcja”. Kiedyś protestowali przeciw reklamom z warszawskiej Galerii Mokotów, które odbierali jako bardzo wulgarne i niesmaczne. Z początku wydawało się, że ich listy nie odniosły żadnego skutku, bo reklamy wisiały do końca sezonu. – Jednak w następnych sezonach reklamy były zupełnie inne, nie mieliśmy już do nich zastrzeżeń – mówi Anna Olasik. – Przekonywaliśmy się wiele razy, że takie oddolne działania przynoszą skutek i firmy zmieniają swoją strategię reklamową – dodaje. To działa zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o poważną firmę, która przywiązuje wagę do swojego wizerunku w oczach społeczeństwa. Ludzie ze Stowarzyszenia Twoja Sprawa bardzo też zwracają uwagę na to, żeby ich listy nie były agresywne. Jeśli mogą w tym samym liście daną firmę za coś pochwalić, robią to. Przypominają na przykład jakąś jej udaną, zabawną kampanię reklamową z ubiegłych lat. Dzięki temu trudno ich oskarżyć, że są zrzędami, którym nic się nie podoba. Jeśli zobaczą, że następna kampania reklamowa firmy nie jest już wulgarna, wysyłają listy z wyrazami poparcia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama