Nowy numer 49/2020 Archiwum

Cztery wesela, dwa pogrzeby

Warszawa, Wrocław, Poznań i Gdańsk zorganizują u nas Euro. Stadiony w Krakowie i Chorzowie odpadły z gry.

Do ostatniej chwili nie było wiadomo, które miasta okażą się organizatorami rozgrywek. Kraków i Chorzów, choć wytypowane wcześniej jako rezerwowe, miały w ręku poważne atuty. Gotowy stadion w Chorzowie i prawie gotowy w Krakowie, połączenie obu miast z Zachodem autostradą A4, świetna baza hotelowa i potencjał turystyczny, jakimi dysponuje Kraków – wszystkie te argumenty okazały się jednak zbyt słabe, by wpłynąć na decyzję UEFA. Piłkarska organizacja potwierdziła wybór polskich władz sprzed dwóch lat. To wtedy trzeba było przekonywać, lobbować. Swoją szansę zaprzepaścił też Chorzów. Sam jako miasto, liczące niewiele ponad 100 tys. mieszkańców, nie mógł być faworytem, ale w połączeniu ze śląską aglomeracją stanowiłby potęgę. Szkoda, że władze śląskich miast wcześniej nie dogadały się ze sobą.

Poznań finiszuje, reszta startuje
Teraz jednak najważniejsze jest, by zdążyć z przygotowaniami w zakwalifikowanych miastach. Największym pewniakiem była Warszawa, głównie dlatego że to stolica i że ma najlepszą bazę hotelową. Bo jeśli chodzi o Stadion Narodowy, to budowa części naziemnej dopiero się rozpoczyna i ma potrwać 24 miesiące. Wiadomo też, że do 2012 roku Warszawa nie będzie miała połączenia autostradowego. Według aktualnych planów, autostrada A2, zamiast przechodzić przez stolicę, ma dzielić się na dwie odnogi, okalające ją od północy i południa. Dziś można już jednak śmiało powiedzieć, że odnoga południowa do czasu mistrzostw nie powstanie. Pod względem dojazdu lepiej przygotowany jest Wrocław, przez który przechodzi autostrada A4. Teraz trzeba wybudować obwodnicę, lotnisko i – oczywiście – Stadion Miejski z promenadami handlowymi, przy którym prace ruszyły dopiero niedawno. Inwestycje mają być gotowe na przełomie 2010 i 2011 roku. Wrocławianie są pewni, że zdążą. Najbardziej zaawansowane są prace na stadionie Lecha Poznań. Już w czerwcu tego roku jego zmodernizowane trybuny będą w stanie pomieścić 46 tys. kibiców. Pytanie tylko, czy miasto będzie miało do 2012 roku dogodne połączenie z Zachodem. Znów bowiem przesunięto termin budowy autostrady A2 na odcinku Świecko-Nowy Tomyśl. Wiadomo, że podobnego połączenia nie będzie mieć Gdańsk – ani z Zachodem, ani z centralną częścią Polski. Do 2012 roku będzie co najwyżej gotowy odcinek autostrady A1 łączący to miasto z Toruniem. – PKP rozpoczęło modernizację torów i za 3 lata będzie można dostać się do nas pociągiem w trzy godziny – zapewnia rzecznik gdańskiego Biura Euro 2012 Michał Brandt. Jednak kibice z zagranicy będą przedostawać się do Gdańska głównie samolotem, zwłaszcza że – jak twierdzi prezydent miasta Paweł Adamowicz – rozbudowujący się port lotniczy stanie się atutem gdańskiej metropolii. Przedstawiciele UEFA nie mogą też narzekać na bazę noclegową. Pozostaje tylko zbudowanie 44-tysięcznej Baltic Areny, wyłożonej płytkami w kolorze bursztynu. Ma być gotowa na początku 2011 roku. Na razie na terenie dawnych ogródków działkowych zostały jedynie wykonane prace ziemne i melioracyjne.

Tylko Kijów pewny
Każde z tych czterech miast dostało jednak organizację mistrzostw bez żadnych zastrzeżeń, czego nie można powiedzieć o miastach ukraińskich. Właściwie tylko Kijów jest pewny, że odbędą się w nim mecze, choć nie wiadomo, czy stolica Ukrainy może liczyć na finał. Musiałaby bowiem poprawić stadion, lotnisko, transport miejski i miejsca noclegowe. W Kijowie brakuje hoteli najwyższej klasy, a tylko takie interesują działaczy UEFA, którzy na czas finału zapraszają VIP-ów z całej Europy. Jeśli więc Ukraińcy nie zdążą z przygotowaniami, finał odbędzie się w Warszawie. Z gry odpadły Dniepropietrowsk i Odessa, natomiast Lwów, Charków i Donieck mają czas do 30 listopada na nadrobienie zaległości. Jeśli nie zdążą, UEFA zrezygnuje z postulowanego wcześniej równego podziału i więcej meczów odbędzie się w Polsce. Nie znaczy to jednak, że dostaniemy dodatkowe miasto. – Decyzja w sprawie Krakowa i Chorzowa jest już ostateczna – podkreślił Michel Platini. Nieoficjalnie mówi się, że spośród trójki ukraińskich miast największe szanse ma Lwów, bo znajduje się najbliżej Polski, najmniejsze zaś – Donieck. Ale to tylko spekulacje. Z entuzjazmu szefa ukraińskiej federacji Hryhorija Surkisa sądzić można, że decyzja UEFA i tak jest dla naszych sąsiadów sukcesem. My też nie możemy narzekać. Przed nami 3 lata wytężonej pracy, ale – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – nasza gospodarka tylko na tym zyska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama