GN 28/2018 Archiwum

Neofitka w wielkim mieście

Z Dawn Eden – nowojorską dziennikarką, autorką książki „Dreszcz czystości”, rozmawia Agata Puścikowska

Dawn Eden - Dziennikarka muzyczna z Nowego Yorku. Z pochodzenia Żydówka. Prowadziła swobodny styl życia singla. W wieku 31 lat nawróciła się na chrześcijaństwo. Obecnie studiuje teologię. Jest autorką książki „Dreszcz czystości”. W książce opisuje trudną drogę do czystości, dzieli się z czytelnikami odkrywaniem sensu czystości w życiu każdej kobiety.

Agata Puścikowska: Byłaś, delikatnie to ujmijmy, kobietą wyzwoloną. Dlaczego żyłaś tak ostro?
Dawn Eden: – Z wielu powodów. Moi rodzice się rozwiedli. Ojciec wyjechał, a matka nawiązywała wiele znajomości. Z domu wyniosłam głód miłości i przeświadczenie, że mężczyźni przychodzą i odchodzą, a ci najlepsi – są dla mnie nieosiągalni… Przekaz, że seks nie musi się wiązać z małżeństwem, otrzymywałam również z mediów, kultury. Mieszkam w Nowym Jorku, wokół mnie wiele osób tak żyje. Nie rozumiałam czystości. Wciąż szukałam uczucia, bardzo chciałam założyć szczęśliwą rodzinę, ale żeby to osiągnąć, stosowałam zasadę, którą nazwałam „seks w wielkim mieście”. Uważałam, że seks jest siłą napędową każdego związku. Myślałam wtedy: ludzie podobają się sobie, więc idą do łóżka. Potem podobają się sobie coraz bardziej, więc coraz częściej idą do łóżka, i zacieśnia się między nimi wieź. I miałam nadzieję na szczęśliwe zakończenie, jak w bajce lub komedii romantycznej: pobierają się, żyją długo, i szczęśliwie.

„Pretty Woman”...
– Na przykład... Tylko że poczucie więzi, które nie rodzi się na trwałych fundamentach, a wynika z działających hormonów, jest ulotne. Po przygodnym seksie czułam się związana z partnerem, cieszyłam się, że „coś” wytwarzało się między nami. To „coś” okazywało się nietrwałe. Rozstawaliśmy się prędze czy później. W wieku 25 lat miałam za sobą więcej związków niż kobiety z filmu „Seks w wielkim mieście”… Jednocześnie, czułam już wtedy wielki lęk przed bliskością. Wiedziałam, że jeśli znów zwiążę się z nieodpowiednim człowiekiem (a z takimi się wiązałam) i zbyt mocno się zaangażuję, to potem znów będę cierpieć. Wytworzyłam więc wokół siebie rodzaj „emocjonalnej skorupy”. I działało to tak: im więcej seksu, tym więcej bariery wewnętrznej we mnie. To, co było motorem moich działań: chęć wyjścia za mąż, pragnienie bycia kochaną, paradoksalnie oddalało się. Stałam się cyniczką, która wykorzystuje innych ludzi, traktuje ich przedmiotowo. Nie chciałam być złym człowiekiem, ale to, co robiłam – było złe.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama