Nowy numer 48/2020 Archiwum

Na co nam NATO?

Powinniśmy pilnować, żeby NATO nie stało się instrumentem globalnego reagowania kryzysowego, kosztem obrony terytoriów państw członkowskich – mówi gen. Stanisław Koziej w rozmowie z Jackiem Dziedziną.

Jacek Dziedzina: Czy po 10 latach obecności Polski w NATO czuje się Pan bezpieczniej?
Gen. Stanisław Koziej: – NATO jest organizacją, do której należą najsilniejsze państwa świata. Ma czytelne reguły działania i niewątpliwie bezpieczniej jest być w takim towarzystwie niż – jak to było w latach 90. – trwać w warunkach samodzielności strategicznej.

Mimo to ciągle szukamy nowych gwarancji bezpieczeństwa, na przykład zabiegamy o amerykańską tarczę antyrakietową i dodatkowe zabezpieczenia z tym związane. Jakbyśmy sami czuli, że NATO nie daje wystarczających gwarancji. Czy strategia Sojuszu nie jest już przestarzała?
– Gwarancje, jakie daje nam NATO, nie są, oczywiście, stuprocentowe. Powstają coraz to nowe zagrożenia. Chociaż NATO, spośród wszystkich organizacji międzynarodowych, stosunkowo najlepiej przystosowuje się do zmieniającego się środowiska, to nie jest pozbawione słabości. Wątpliwości dodaje pierwsze doświadczenie z użycia artykułu 5. traktatu waszyngtońskiego, czyli tzw. zasady trzech muszkieterów: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. NATO zastosowało ten artykuł po ataku 11 września. I prawdę powiedziawszy, nic z tego nie wynikało. Okazało się, że wobec nowego zagrożenia, jakim jest atak terrorystyczny, użycie art. 5. jest nieskuteczne. Wobec takiego nieokreślonego wroga rzeczywiście NATO jest trochę bezradne. Dzisiaj Sojusz stoi przed koniecznością wypracowania nowej strategii, bo ta stara jest przestarzała, pochodzi jeszcze z XX wieku.

Czyli jednak nie czuje się Pan całkiem bezpieczny?
– Nie, bo bezpieczeństwo jest taką dziedziną, której nie można nigdy zagwarantować raz na zawsze. Przykład USA, największej potęgi wydającej na swoje bezpieczeństwo ponad połowę wszystkich wydatków na zbrojenia całego świata: zostały rzucone na kolana przez mało komu znaną w tamtym czasie Al-Kaidę.

Co – poza gwarancjami politycznymi bezpieczeństwa – zyskaliśmy w ciągu tych 10 lat członkostwa?
– Bilans jest, moim zdaniem, pozytywny. Gdybyśmy przez ten czas pozostawali poza Sojuszem, z pewnością nasze bezpieczeństwo byłoby bardziej narażone, bylibyśmy mniej pewni jutra, musielibyśmy wydawać dużo więcej na swoją obronę niż to jest konieczne w ramach NATO. Nasze wstąpienie do Sojuszu było istotnym czynnikiem unowocześniania naszych sił zbrojnych, musieliśmy spełnić tzw. standardy interoperacyjności, czyli zdolności do wspólnego działania z innymi państwami członkowskimi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także