Nowy numer 44/2020 Archiwum

Szara Magdalena

Magdalena jest żoną Piotra od 15 lat. Ona – z wykształcenia biolog, on wzięty informatyk. Mają dwoje dzieci, mieszkają na obrzeżach większego miasta na południu Polski. Zamożni – on dobrze zarabia.

Ona jest jednak uśmiechnięta, dowcipna i inteligentna tylko wtedy, gdy jego nie ma w pobliżu. Gdy do kuchni (Magdalena nie pracuje zawodowo, opiekuje się domem) wchodzi on – ona staje się tłem szarej ściany. W ciszy, uważając na każdy wykonywany ruch, podaje obiad. I chociaż jedzenie Piotrowi nigdy nie smakuje, musi być zawsze najwyższej jakości. A nie daj Bóg, żeby Magdalena upuściła widelec na podłogę lub rozlała dwie krople zupy (ręce drżą, gdy obserwują je surowe oczy Piotra)… Dowiaduje się wtedy, jak prawie codziennie od 15 lat, że jest do niczego. I wtedy Magdalena jeszcze bardziej szarzeje. Gdy kiedyś oponowała, że przecież każdemu może się zdarzyć taki widelec czy kropla, wrzeszczał i szalał po całym domu. Że Magdalena jest skończoną idiotką i nierobem. I że on tylko na nią haruje, a ona nic w zamian… Więc żeby nie denerwować Piotra, Magdalena nauczyła się znikać. I czasem tylko myśli, żeby z tym wszystkim skończyć. A czasem – żeby skończyć ze sobą. (list)

Komentuje ks. prof. dr hab. Marian Machinek


W żadnej sytuacji, a tym bardziej w relacji małżeńskiej, nie wolno zgadzać się na poniżanie, traktowanie bez szacunku. Wyzwiska i szantaż emocjonalny są na pewno formą psychicznej przemocy. Relacja między małżonkami została tu wyraźnie wykrzywiona przez jednostronną dominację ze strony męża, podczas gdy żona została sprowadzona do roli służącej. Nie można w takiej sytuacji poprzestać na napomnieniach do cierpliwości i niesienia krzyża.

Pasywność żony i pogodzenie się z tym stanem pogłębia jedynie problem. Zadaniem żony, w którego realizacji trzeba jej pomóc, jest jasne i wyraźne wyartykułowanie swojego sprzeciwu. Dopiero wtedy, gdy mąż otrzyma jasny komunikat, że postępuje źle, może rozpocząć się proces odzyskiwania normalności w małżeństwie. Sytuacja się komplikuje, gdy przyczyna niezdrowych relacji tkwi głębiej, na przykład w problemach osobowościowych jednej strony, przy skłonności do dominacji i braku empatii strony drugiej. W takich przypadkach niezbędna jest specjalistyczna pomoc psychologiczna.

Warto tutaj wskazać także na wiele propozycji ze strony ruchów małżeńskich (np. Ruchu Spotkań Małżeńskich czy Domowego Kościoła). Doświadczenie pokazuje, że nie ma prawidłowej relacji między małżonkami bez mozolnego uczenia się dialogu. Jaskrawość przedstawionego wyżej przypadku nie świadczy oczywiście, że każda scysja w małżeństwie jest od razu przemocą psychiczną. Gdy dwoje ludzi buduje małżeństwo – tak ścisłą wspólnotę życia, musi nieuchronnie dochodzić do sporów, czasami nawet do kłótni. Paradoksalnie właśnie one są wyrazem tego, jak obojgu zależy na ich miłości. Kłótnie, które czasem, niestety, mogą wynikać z próżności i egocentryzmu, powinny prowadzić do pozytywów w małżeństwie: nowych wniosków, zmian postaw, wzajemnego kształtowania siebie. Z perspektywy chrześcijańskiej nie wystarczy jedynie „partnerstwo”. Niezbędna jest także gotowość do przyznania się do błędów i przebaczenia, a więc po prostu postawa właściwie rozumianej miłości.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama