Nowy numer 42/2020 Archiwum

Trudnej drogi początki

O tym, jak radzić sobie z problemami rodzinnymi, z s. Józefą Polonis rozmawia Agata Puścikowska.

Agata Puścikowska: Istnieje przemoc w rodzinie? Kto kogo krzywdzi?
S. Józefa Polonis: – Przemoc, niestety, istnieje, i to różnego rodzaju: psychiczna, fizyczna, seksualna. Głównymi ofiarami są kobiety i ich dzieci. Trafiają do naszego ośrodka w różny sposób: czasem wystraszone i w poczuciu wielkiej krzywdy, w nocy przywozi je policja. Czasem kierują je do nas pracownicy socjalni z punktów pomocy społecznej. Czasem też pedagog szkolny zauważa problem w rodzinie. W większości jednak to same kobiety dzwonią i przychodzą do ośrodka. Przedstawiają problem, sytuację, szukają wsparcia i drogi wyjścia. Niestety, gdy sytuacja w rodzinie jest dramatyczna, konieczne jest znalezienie lokalu zastępczego i odseparowanie ofiar od sprawcy. I dopiero po znalezieniu dla kobiety bezpiecznego miejsca można myśleć o dalszej pomocy rodzinie.

Słyszy się czasem: „w prawdziwych rodzinach takie sytuacje się nie zdarzają. Przemoc istnieje głównie w konkubinatach”.
– Może jest w takim stwierdzeniu ziarenko prawdy, bo jest moda na związki konkubenckie i takich przybywa. Dramatyczne historie o konkubencie, który pobił czy zabił, nagłaśniają media. Ale przemoc w rodzinach, w tym sakramentalnych, również ma miejsce. Spotykamy się z nią na co dzień. Nie udawajmy, że jej nie ma, bo tym nie poprawimy jakości polskiej rodziny… Przemoc w rodzinie sakramentalnej jest mniej widoczna – kobiety (nawet bardzo źle traktowane) mając świadomość wagi sakramentu i przyrzeczenia małżeńskiego, walczą o rodzinę. Ukrywają swoje położenie, licząc, że się odmieni. W małżeństwie kobieta chce ratować rodzinę: męża, siebie, dzieci. I przynajmniej na początku próbuje się przeciwstawić przemocy. Jednak gdy do aktów przemocy dochodzi często, traci wiarę w możliwość zmiany swojej sytuacji. Tymczasem rozwiązywanie trudności w konkubinacie przebiega inaczej: gdy bije konkubent – można łatwiej odejść.

Istnieje też pogląd, że gdy mężczyzna uderzy raz, będzie zawsze bić…
– To też nieprawda. Nie wolno generalizować. Owszem, są mężczyźni bardzo agresywni, zawsze skorzy do wyżywania się na słabszych. Widać to zresztą zazwyczaj jeszcze przed zawarciem małżeństwa… Ale nie jest prawdą, że gdy mąż uderzy raz – będzie się to powtarzać. Oczywiście nie bronię sprawcy: sytuacja przemocowa nie powinna nigdy mieć miejsca. Natomiast warto wiedzieć, że każdy człowiek przeżywa różnego rodzaju kryzysy, zmaga się z gorszą formą psychiczną. I w takich sytuacjach czasem dochodzi do jednorazowych zachowań agresywnych. Niestety, ludzie nie umieją radzić sobie z problemami. I dlatego osoby, które zauważają u siebie problemy z emocjami, powinny szukać pomocy, zanim dojdzie do dramatycznych sytuacji. Agresja jako forma odreagowania m.in. na stres może mieć również wymiar psychiczny – na przykład słowny. Z jedną i drugą należy walczyć.

A sprawcy recydywiści? Jest dla nich i ich rodzin nadzieja?
– Tu się sprawa komplikuje, jednak rzadko bywa beznadziejnie. Ze sprawcami można i trzeba pracować. Z mojego doświadczenia wynika, że tego typu sprawcy sami najczęściej byli ofiarami. W dzieciństwie została wypaczona ich psychika, emocje: byli bici przez ojców, czy też wykorzystywani seksualnie. Dlatego w dorosłym życiu konieczne jest wsparcie psychologa, ciągła terapia. Wbrew pozorom to działa. Wielu sprawców bije po alkoholu – w takiej sytuacji nieodzowna jest odpowiednia terapia: w każdym ośrodku pomocy społecznej można uzyskać właściwe adresy do grup AA. Ważne też, żeby terapia psychologiczna szła w parze z opieką duchową. Nasz ośrodek, prowadzony przez Caritas, właśnie w ten sposób działa. Z wszelkich dysfunkcji uzdrawia Bóg, który jednocześnie daje nam środki pomocy tu, na ziemi, chociażby w postaci ludzi pracujących w centrach interwencji kryzysowej.

Kobiety często długo nie reagują na przemoc. Dlaczego?
– Z wielu przyczyn. Czasem kieruje nimi źle pojęte uczucie, czasem strach. Wiele z nich sądzi, że w małżeństwie trzeba ponieść ofiarę. Owszem, to prawda. Ale ofiary nie wolno mylić z życiem w poniżeniu, strachu, zagrożeniu zdrowia i życia! Ofiara powinna raczej polegać na zwróceniu się po właściwą pomoc, ratowaniu siebie i dzieci, a potem sprawcy. Bo decyzja o prawdziwym ratowaniu małżeństwa (nie unikaniu działania i biernym czekaniu na lepsze) nie jest prosta – wymaga wielkiego wysiłku i samozaparcia. W imię miłości małżeńskiej nie wolno usprawiedliwiać grzechu! Nie wolno też od razu rzucać małżonka i odchodzić na zawsze. Małżeństwo jest drogą, często bardzo trudną. Znam wiele przypadków, gdy rodzina przemocowa wychodziła na prostą – poprzez terapię, pomoc duchową. Jednak dużo tutaj zależy od mężczyzny – jego chęci współpracy, prawdziwej chęci zmiany zachowania. Gdy trafia do nas sama kobieta – ofiara, staramy się jej pomóc. Powinna zobaczyć swoje małżeństwo z dystansu. Diagnozujemy też wspólnie przyczynę problemu. A gdy wiemy, gdzie leży przyczyna patologicznego zachowania, to naprawdę początek dobrej, nowej drogi. Trudnej drogi.

Siostra Józefa Polonis albertynka, pedagog i terapeuta olsztyńskiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej dla Kobiet i Ich Dzieci – Ofiar Przemocy w Rodzinie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama