Nowy numer 49/2020 Archiwum

Lewoskręt naukowy

Czy na początku XXI wieku można być na polskim uniwersytecie szykanowanym za poglądy polityczne?

Prawda czy kariera?
Czy „sprawa Migalskiego” to jednostkowy przypadek, czy też odzwierciedlenie atmosfery panującej w polskich środowiskach naukowych? – Po całej tej sprawie zaczęło się do mnie zgłaszać wielu ludzi, którzy znaleźli się w analogicznej sytuacji, tylko gorszej, bo są to osoby anonimowe – opowiada politolog. Podobne problemy nie dotyczą zresztą jedynie habilitacji. Nawet to, że ktoś publikuje w piśmie kojarzonym z prawicą, stwarza problemy przy zatrudnianiu na niektórych uczelniach. Z pewnością na Zachodzie to zjawisko sięga głębiej i dotyka także obszarów badań. Ten trend przenika jednak także do Polski. Kto chce robić karierę w naukach humanistycznych, niech najlepiej zajmie się dekonstrukcją albo feminizmem. Jest natomiast sporo badań, których nie wolno albo przynajmniej nie wypada robić, jeśli nie chce się narazić na środowiskowe wykluczenie.

Mówił o tym reżyser Krzysztof Zanussi, odbierając doktorat honoris causa Uniwersytetu Śląskiego: „Nie wolno na przykład porównywać ludzi pod względem rasowym lub etnicznym, nie wolno robić badań, które by świadczyły o tym, jakie różnice istnieją między płciami. Na jednym z ważnych uniwersytetów amerykańskich cytowałem wyniki socjologicznych badań, które mówią, że w Polsce, tam gdzie jest żywa parafia, żywe życie religijne, tam także jest większy stopień uczestnictwa ludzi w demokracji. Powiedziano mi, że to muszą być złe badania, bo wiadomo, że tam, gdzie Kościół, to demokracji być nie może. I to jest rzeczywistość uniwersytecka. Tak orzeka ktoś za oceanem, bo wie z góry, jaki jest jedynie słuszny wynik badań”.

Jak uczeni zareagowali na tę wypowiedź? – Wiele osób przyjęło wykład życzliwie, ale usłyszałem też głosy rozdrażnienia – wspomina reżyser. – Doświadczyłem tego, że nauka potrafi być agresywna i mściwa. Myślę, że bolączką naszych środowisk naukowych, oprócz przypadków zwykłej korupcji, jest wielki lęk przed powiedzeniem rzeczy niemodnych, niekonwencjonalnych. Gdyby jakaś myśl pojawiła się w Paryżu, to zostałaby od razu przyjęta, ale jeśli powstała u nas – z miejsca jest podejrzana. Mam porównanie z uczelniami rosyjskimi i wiem, że tam jest inaczej. Choć sporo się mówi o tamtejszej korupcji, ich nauka nie boi się być niezależna czy nawet ekstrawagancka.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama