Nowy numer 25/2018 Archiwum

Lewoskręt naukowy

Czy na początku XXI wieku można być na polskim uniwersytecie szykanowanym za poglądy polityczne?

Okazuje się, że można. Doświadczył tego na swojej skórze politolog dr Marek Migalski. Odmówiono mu wszczęcia przewodu habilitacyjnego na dwóch uniwersytetach tylko dlatego, że ośmielił się publicznie opowiedzieć za lustracją i skrytykować swojego przełożonego, prof. Jana Iwanka z Uniwersytetu Śląskiego, za współpracę z SB.

Komisja – tak, rada – nie
Doktor Migalski na swojej macierzystej uczelni habilitować się nawet nie próbował. – Życzliwi ludzie mi to odradzali. Mówili, że nie mam najmniejszych szans – zwierza się „Gościowi”. Z odmową spotkał się na Uniwersytecie Wrocławskim, więc postanowił wszcząć przewód na Uniwersytecie Jagiellońskim. Komisja wyznaczona przez Radę Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych tej uczelni pozytywnie oceniła dorobek naukowy Migalskiego. Jednogłośnie uznała też, że praca „Czeski i polski system partyjny. Analiza porównawcza” spełnia warunki wymagane do rozpoczęcia przewodu. A jednak aż 11 członków rady wydziału zagłosowało przeciwko tej habilitacji. Czy dlatego, że na ich biurkach leżały kopie „listu otwartego”, w którym część pracowników Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Śląskiego ujęła się za swoim przełożonym?

– To niebezpieczny precedens – twierdzi były minister edukacji prof. Ryszard Legutko. – Nie jest tajemnicą, że duża część środowisk akademickich poddaje się silnym emocjom politycznym, zwykle jednak ogranicza się to do jakichś akcji czy relacji osobistych. Nie znam drugiego takiego przypadku, kiedy poglądy polityczne zdecydowały o powstrzymaniu kariery naukowej. Jeśli rada wydziału mówi „nie”, mimo pozytywnego stanowiska komisji, która badała dorobek kandydata, to znaczy, że albo rada podważa wiarygodność wybranej przez siebie komisji, albo zdecydowały względy pozamerytoryczne. Myślę, że mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem. – Trudno mi uwierzyć, że zablokowano by moją habilitację ze względów merytorycznych – mówi Marek Migalski. – Książka habilitacyjna była opublikowana w Wydawnictwie Sejmowym, przy pozytywnej recenzji wybitnego specjalisty. Jestem autorem lub współautorem 11 książek, na swoim koncie mam sporo artykułów naukowych. To wystarczający dorobek do wszczęcia przewodu. A jednak rada wydziału uznała inaczej, bo kandydat był politycznie niepoprawny. Były wojewoda śląski, dr Tomasz Pietrzykowski, zauważa na swoim blogu, że Migalski jest postrzegany jako komentator „pro-pisowski”, bo odmawia przyłączenia się do chóru krytyków jednej strony i piewców drugiej. – Zadziałało tu myślenie: „jeśli nie przyłączasz się do naszej walki z wrogiem, to znaczy, że musisz być po jego stronie” – twierdzi Pietrzykowski.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama